Sunday, 5 February 2012

Początek.......

Lekcja Pierwsza - Początek


„ Jedna z dźwigni, jakie są nam dane na naszą drogę życia, w celu skorzystania z niej     na dalszą drogę i działanie przez wszystkie etapy, jakie przechodzimy. Każdy etap ma swój początek.”
(NN)
                                Życie, to wielka nie wiadoma, lecz jeśli umiemy
                                                Być w zgodzie z sobą, pokonamy wszelkie bariery......
                                                                                                                                                (Rumi)


Byłam szóstym poczętym dzieckiem moich rodziców. Przeciętna rodzina robotnicza, w Polsce. Rodzice przeżyli Drugą Wojnę Światową, będąc jeszcze bardzo młodzi, jak wielu ich rówiesśików.
Dziś wiem, że moje poczęcie, było raczej długim oczekiwaniem. Po wybraniu rodziców, czekałam, aby oni się zdecydowali, kiedy mogę wreszcie wejść do łona mojej przyszłej matki. Wreszcie, stało się.
Z urodzeniem, nie było większych problemów, jak opowiadała mi moja matka, wyskoczyłam na zewnątrz. To , pamiętam rozśmieszyło mnie, kiedy o tym rozmawiałyśmy.
Bardzo miło wspominam dzieciństwo, mając wielce religijnych rodziców, kościół był zawsze blisko. Bo po przeciwnej stronie drogi. W tamtych czasach ludzie przemieszczali się za pracą, i tak było z moimi rodzicami. Mieszkaliśmy tu i tam, aż wreszcie, kiedy miałam 2-3 latka, osiedliśmy w stałym miejscu. Mała wieś pod Słupskiem, okazła się być już końcowym miejscem bytu moich rodziców. Zmieniały się tylko domy, w których to mieszkaliśmy. Ostatni, był to dom, a raczej mieszkanie w starej , poniemieckiej plebanii. Dziś wiem, że była to pierwsza szkoła w tej miejscowości, tuż po wojnie, a część, gdzie mieszkaliśmy, była wypełniona obornikiem z owiec. Pamiętam jak, mój ojciec i najstarszy brat wynosili ogromne ilości obornika z pomieszczeń, które miały stać się naszym domem. Była to ogromna radość dla calej rodziny. Piękne , wysokie pokoje, dużo miejsca. Dwa pokoje i kuchnia na dole, a jeden pokój u góry. Przed domem dużo miejsca na zabawy, wiele pięknych drzew, które były pod ochroną.
Mając pięć lat , wspólnie z moim o pięć lat starszym bratem dbaliśmy o nasz dom. Rodzice pracowali w pobliskim mieście, a my dopełnialiśmy obowiązków domowych. Razem sprzątaliśmy, przygotowaliśmy obiad dla całej rodziny. Mama była bardzo pedantyczną osobą, więc sprawdzała naszą pracę bardzo skrupulatnie.

Wtedy, zapomniałam już o wydarzeniach, które jak się okazało , miały i nadal mają ogromny wpływ na moje życie. Otóż, mając około trzech lat, chodzilam z moim tatusiem w odwiedziny do pobliskiego sąsiada, gdzie mój ojciec lubił posiedzieć na dyskusjach ze swoim sąsiadem. Obaj lubieli przesiadywać przy kuchennym stole, zagłębiając się w długie dyskusje, a ja bawiłam się przy nich, słuchając, lub bawiąc się sama.
Pewnego razu, kiedy tam byliśmy, był tam też inny mężczyzna, który zabrał mnie na korytarz. W korytarzu, po prawej stronie od wejścia były schody na strych. Tam przysiadł i wziął mnie za rękę, poczym zaczął mnie dotykać po moim ciele. Nie rozumiałam wtedy niczego, bałam się ogromnie, bo pokazywał mi palcem, że mam być cicho. Nie pamiętam już, czy tego dnia , wyjął swego członka, czy było to następnym razem. Wiem tylko, że był taki dzień, kiedy to nastapiło. Dziś , kiedy o tym pomyślę, widzę tą sytuację. Pamiętam, że próbował mi go włożyć pomiędzy nogi, ale się spłoszył. Od tamtej pory, nie chciałam już iść z ojcem do tych ludzi. Ale nie potrafiłam też wytłumaczyć ojcu, dlaczego nie chcę z nim iść. Zostawił mnie w domu, co sprawiało mi radość, że nie muszę widzieć tego gościa. Bałam się go panicznie.
Do dziś, nie potrafię sobie wytłumaczyć, dlaczego nie umiałam wskazać ojcu, i wytłumaczyć co się stało. Po tylu latach, niepamiętania, bo udało mi się to zablokować to w moim umyśle. Dziś coraz częściej , widzę te sceny obrazowo. A to znaczy, ze nie dokońca jeszcze wybaczyłam to temu facetowi, jak i samej sobie. Dziś z całą pewnością mogę stwierdzić, że pod tym względem, czyli , pod względem wyjścia z takiej sytuacji, jestem "szczęściarą", ponieważ samodzielnie "wyleczyłam" się z tego koszmaru. Jestem też w stanie pomóc innym, pokonać koszmar rozpamiętywania się w traumie molestowania. 
Nie wiem w jaki sposób, i nie pamiętam jak to się stało, ale w krótkim czasie po tym wydarzeniu, moi bliscy sąsiedzi, chłopcy, z pobliskich domów, zaczęli mnie molestować. Trwało to dość długo, bo do czasu, kiedy już chodziłam do szkoły podstawowej. Początkowo bawiliśmy się wszyscy w chowanego, jak to dzieci, a potem przeradzało się to w molestowanie. W końcu,nabrałam siły i odwagi.Postanowiłam, że będę ich unikać, i kiedy pojawiali sie w pobliżu, starałam się być zawsze w obecności kogoś starszego.
Sytuacja stawała się dla mnie stresowa, ale nie mogłam się zdobyć na to, aby komuś o tym powiedzieć. Bałam się i wstydziłam się. Bałam się szyderstwa, niewiary, oraz sam nie wiem czego. Koncentrowałam się na nauce, przebywaniu w obecności osób starszych z mojej rodziny, bo tylko przy nich czułam się bezpiecznie. Pamiętam, że z tego powodu też nie brałam pod uwagę książek dla dzieci,kiedy zaczęłam czytać, w bibiliotece nie brałam bajek do czytania, ale książki dla młodzierzy, tylko dlatego, ze uważałam, że starsi nie mają takich problemówjak ja, więc książki, które czytają dadzą mi bezpieczeństwo.

Po wielu latach udało mi się odłożyć te przykre zdarzenia na wysoką półkę i jakoś iść przez życie szkolne. Zajęłam się sportem, codziennie przemierzając kilometry , na rowerze. Biegałam, grałam w piłkę, tenisa stołowego, badmintona . Sport stał się moją pasją. Każdą wolną chwilę spędzałam na rowerze, a to jeżdżąc wokół naszego kościoła, robiąc dziesiątki okrążeń, każde coraz szybciej. Albo jechałam na pobliskie jezioro Gardno. Innym razem grałam w piłkę nożną. Pasja sportowa obudziła się we mnie niespodziewanie, podczas meczu piłkarskiego , Polska – Luksemburg, kiedy to Polacy wygrali sześć do jednego. Narysowałam wtedy na kartce, wszystkie gole. To był dzień, kiedy zaczęłam uprawiać sport.
W szkole podstawowej grałam w drużynie piłki ręcznej, byłam bramkarzem, jak się póżźniej okazało, byłam najlepsza w szkole. Uwielbiałam grać w piłkę ręczną, nawet odniosłam z koleżankami, kilka małych sukcesów. Lubiłam też bieg na przełaj, gdzie wygrałam kilka ważnych imprez lokalnych. Pod koniec szkoly podstawowej, wygralam konkurs Wiedzy o Polsce, co wprowadziło mnie w moje pierwsze zapoznanie się z polityką.
Moim marzeniem wówczas było dostać się na studia prawnicze. Dlatego też w ósmej klasie szkoły podstawowej, pracowałam bardzo ciężko, ucząc się tak, bym miała najlepsze oceny, które dałyby mi szanse pójścia do "Ogolniaka", co potem dałoby mi sznsę dostać się na studia prawnicze, lub medyczne. Umyśliłam sobie, że zostanę prawnikiem lub Chirurgiem. To drugie szybko odpadło, jako że zaczęłam mieć wstręt do krwi. Moje marzenia rozwiały się na koniec roku, za pomocą jednego stopnia. Moja ocena z PO (Przysposobienia Obronnego) została zamieniona z tą słaszą mojego kolegi - syna Dyrektora szkoły. Dzięki tej ocenie i statusowi on poszedł do Liceum, a ja musiałam zadowolić się szkołą zawodową, ponieważ ta jedna trójka sprawiła to, że nie zostałam przyjęta do szkoły średniej........ 
( Urywek z książki : Lekcje Życia)