Monday, 30 January 2012

Pretensje .....

Pretensje? Do kogo?

Steve Jobs , nieżyjący już twórca Apple, był jednym z guru motywacji ludzi w biznesie, ale myślę, że jego wiara i motywacja ma odniesienie w każdej dziedzinie zycia. Ten film mówi sam za siebie, warto jest go obejrzeć i przemyśleć zawarte w nim przesłanie, a wtedy bardziej zrozumiemy .......

W ostatnich dniach na łamach stron internetowych, w mediach i portalach społecznościowych zamieszczano wiele dyskusji na temat ACTA, Tonalda Tuska, całego rządu oraz polityki w szerokim zakresie. Nawet niektórzy radni (nie wymienie nazwisk) załączali na stronach internetowych propagandowe artykuły, poniżające innych, wręcz krytykujące. Widząc i czytając niektóre nagłówki byłam bardzo poirytowana i chciałam coś napisać.... Jednak zdecydowałam, że nic nie napiszę ponieważ nie chcę brać udziału w negatywnych postępowaniach ludzi, którzy niczego nie rozumieją.

Czytając te wpisy, zastanawiałam się, nad tymi osobami i....... wybaczałam im ich ignorancję. W myslach mówiłam " Wybaczam ci twej niewiedzy". Ten rok jest rokiem szczególnym dla całej ziemi, jednak ludzie wypełnieni nienawiścią i żywiący się intrygą , zajmujący się tylko krytyką i narzekaniem, stwarzają tak wiele negatywności wokół. Tutaj przypomina mi się cytat, wielu znanych figur biznesu, polityki i trenerów na świecie, mianowicie to, że "Jeśli chcesz aby ktoś lub coś się zmieniło, zacznij te zmiany od samego siebie". Tak...... właśnie tak.... Dlatego też powtarzam sobie te słowa bardzo często.

Internet jest znaczącą częścią naszego dzisiejszego świata. Nie jesteśmy w stanie pracować bez korzystania z tego niekończącego się żródła wiedzy, informacji, a nade wszystko mozliwości kontaktowej, jaką nam umozliwia. Jednak, jak tradycyjne media, internet jest wykorzystywany do siania negatywnej informacji, która tak naprawdę nie odzwierciedla prawdziwej sytuacji jaka istnieje.Każdy środek przekazu masowego jest narzędziem do manipulacji emocjami człowieka. Co daje manipulacja? Otóż bardzo wiele! Kiedy wszyscy zajmują się tematem dyskusyjnym, takim jak ostatnio był temat ACTA, czy jest obecny rząd w Polsce, czy też na całym świecie, bo nie oszukumy się, to wszystko ma zasięg światowy. Więc kiedy ludzie na Facebook-u zajmują swój cenny czas wpisami na te tematy. W rzeczywistości zachodzi wiele bardziej istotnych rzeczy, o których się nigdy nie dowiemy, albo dowiemy sie o nich jak już będzie za późno.

Gra na emocjach człowieka zawsze dawała oczekiwane wyniki, dlatego jest to co jest. Ale moim tematem jest zmiana . Kochani, jeśli wy chcecie widzieć zmiany w waszym życiu..... w każdej jego dziedzinie, to te zmiany muszą się zacząć w was samych. Jeśli ja chcę zmian w moim życiu, muszę sama wprowadzić zmiany w sobie, a reszta zacznie się sama zmieniać. Od dawna postanowiłam , że nie oglądam telewizji, nie czytam gazet, nie wczytuję się w  artykuły, które mają zasięg negatywny. Zbyt wiele dzieje się wokół mnie bym miała czas na sprawy negatywne.

Każdego dnia wstaję rano z radością, dziękuję Bogu za wszystko co posiadam, za moje zdrowie, życie i ludzi, których mam wokół siebie. Jestem wdzięczna za każdą chwilę mojego życia. Jeśli jest coś smutnego, odwracam to na pozytywną ..... Bardzo pracuję nad tym, aby w moim otoczeniu znajdowali się ludzie pozytywni, wdzięczni, oraz chcący iść do przodu. Trzeba kochać siebie, mieć szacunek do samego siebie, a świat stanie się inny. Pamiętam, sześć lat temu przeczytałam w jakiejś publikacji sugestię. "Napisz na kartce dwa imiona ludzi tobie najbliższych. Odłóż tę kartkę na dziewięć miesięcy do szuflady. Po tym czasie zobaczysz, ktoz tych osób jest ci prawdziwym przyjacielem." Zrobiłam to ..... a..... po dziewięciu mniejwięcej miesiącach...... okazało się, że osoba, którą ja uważałam za najważniejszą w moim życiu....... była moim największym "wrogiem". Dlatego, po tym wydarzeniu zrozumiałam, że prawdziwe zmiany jakie zachodzą w naszym życiu, zaczynają się od nas samych.

Kiedy w 2003 roku skończyłam studia polityczne, postanowiłam, że natychmiast przestaję kupować prasę, czytać ją , czy też czytać na internecie. Od tamtej chwili, czytam książki o tematyce rozwoju osobistego, biznesu i wiedzy "tajemnej". Nie zajmuję się polityką, nie biorę udziału w dyskusjach na Facebook czy też innych forach. ten artykuł nie traktuję jako wywód polityczny, ale pragnę zwrócić jedynie uwagę czytelników tego bloga, że zmiana nastawienia jest ogromnie istotna. Ponieważ krytykowanie innych, poczucie żalu, nienawiści itp, sprawia, iż tworzymy sobie bardzo negatywną w skutkach przyszłość. Nie koniecznie dla samych siebie.... dodam..... bo jak Rosyjski naukowiec Sergiej Łazariew twierdzi, tworzymy "Karmę" dla naszych przyszłych pokoleń.

Myślę, że coś w tym jest..... wystarczy tylko zajrzeć w historię naszej Ojczyzny, ludzi.... Polaków. Wczoraj obejrzałam wywiad TVN z Jerzym Stuhrem, który jak wiemy walczy w chorobą . Powiedział on coś co mnie poruszyło. Mianowicie..... " Polacy lubią narzekać... ". Tak, to prawda, i.... dlatego ja nie dziwię się, że jest jak jest. Ludzie sami sobie tworzą te sytuacje a zwalają na innych. Tutaj trzeba zmian radykalnych, oczywiście! Ale nie tam, gdzie wszyscy wskazują..... TRZEBA ZACZĄĆ OD SAMEGO SIEBIE, a wtedy wszystko stanie się lepsze......

Życzę wszystkim, aby starali się myśleć o sobie, pokochali siebie, a wszystko stanie się bardziej miłe, lepsze, przyjemniejsze i weselsze. Zgaśmy polskie stereotypy, jakie ciążą na nas wszystkich. Nie ma ograniczeń poza nami samymi. To my sami jesteśmy sobie przeszkodą w drodze do naszego szczęścia.Mój ulubiony autor, Napoleon Hill mawiał : "Myśli to wszystko". To prawda, i wielokrotnie sama się o tym przekonałam. Nasze myśli tworzą to co doświadczamy w swoim życiu. Jeśli myślimy żle o innych, wszystko w naszym życiu idzie na opak. jesteśmy nieszczęśliwi, wszystko nam przeszkadza. Nic dziwnego, skoro to nasze myśli są twórcą naszej sytuacji.

Wydarzenia naszego życia są unikatowe, mamy tylko jedną szansę aby się uczyć i tworzyć pozytywną przyszłość dla siebie. Im spokojniej i harmonijnie żyjemy teraz, to na przyszłość będziemy mieli coraz lepiej. Jest bardzo łatwo mówić, ale znacznie trudniej wykonać, dlatego dobrze jest łączyć to wszystko w jedną całość i "żyć tak, aby nikt nie płakał". Ja chce zmienić swoje życie, mimo,że mam jeszcze wiele do zrobienia w sobie, muszę i chcę myśleć dobrze o sobie i wszystkich. Dlatego też uczę się codziennie od ludzi , z którymi się spotykam, rozmawiam, piszę.... Louis Hay jest jedną z moich ulubionych autorek, jej książka, bardzo często pomaga mi w zrozumieniu kwestii, których ja jeszcze nie wiem.

Codziennie staram się sobie przypominać taka ważną kwestię: "Ja jestem najważniejszą osobą w swoim życiu". Ja jestem kowalem swojego losu". 


Codziennie też powtarzam sobie , że "Wszystko dzieje się zgodnie z porządkiem Najwyższej Opatrzności".


Maria K

   

Monday, 23 January 2012

Gotowość

                                                  LEKCJA - Gotowość


                            A jeśli przyjdzie ta chwila....... to..... będę gotów .....
                            i..... z pokorą przyjmę to co jest mi dane......
                            Bo wszystko jest w rękach Boga...


W ostatnich dniach otrzymuję wiele pytań związanych z tym, czy jestem gotowa na przyjęcie najtrudniejszych chwil i wiadomości. Tak...... odpowiadam . Ale ...... czy jestem gotowa? Tak naprawdę, nie. Ponieważ nie jesteśmy w stanie czasem mieć kontroli nad pewnymi rzeczami, ponieważ one i tak się wydarzą.

W duchu myślałam, że z pewnością jestem gotowa na potwierdzenie opinii lekarza z Polski, ale.... kiedy kilka dni temu lekarz konsultant powiedział nam, że w 90% jest to guz na lewym płucu Andrzeja, to moje emocje nie wytrzymały...... i..... łzy ciurkiem leciały mi po twarzy do tego stopnia, że nie mogłam mówić. Pomyślałam sobie wtedy, że moja bohaterska postawa padła na "pysk".

Doktora mina była bardzo smutna, sam nie wiedział jak to powiedzieć, z pewnością nie jest im łatwo, kiedy muszą ludziom przekazać takie wiadomości. Dr O`Donnell zostawił nam jeszcze nutkę nadziei, że guz może być niezłośliwy, ponieważ pobrana próbka płynu z płuca nie wykazała niczego. Tego samego dnia wysłano Andrzeja na Bronkoskopię i pobrano mu cząstki do badania aby upewnić się jaki to jest rodzaj guza. Jutro ma on specjalistyczny tomograf komputerowy, gdzie będą dokładnie mogli rozpoznać i pomierzyć guz. Tym razem musimy jechac do innego szpitala, ponieważ w mieście są tylko dwa takie tomografy. Jeden w Szpitalu Świętej Marii a drugi w szpitalu Christie, ten ostatni to znany na całym świecie szpital chorób rakowych.

Za dwa dni, będziemy mieli szczegółowe dane i decyzję, co dalej z leczeniem. Jeśli ktoś by mi powiedział w przeszłości, że to wszystko jest takie trudne, to uwierzyłabym, ale namawiałabym też do spokoju i pozytywnego myślenia. i wiecie co? Jestem pod ogromnym wrażeniem zachowania Andrzeja, który zawsze był negatywny, złośliwy i ciągle mnie strofował.

Przyjął tę wiadomość ze spokojem, aczkolwiek miał ogromną nadzieję, że nie usłyszy tej wiadomości jaką usłyszał. Niemniej jednak ta wiadomość wbiła go głębiej w krzesło na którym siedział. Nic dziwnego. Po rozmowie z lekarzem, jego asystentka zabrała nas do osobnego pokoju, gdzie rozmawiała z nami o dalszym badaniu. Zapytała, czy mamy jakieś pytania, po czym wyszliśmy. Mieliśmy jeszcze godzinę do badania, więc podjeliśmy decyzję, że pojedziemy na herbatę do miasta.

Nasz kolega czekał na nas i we troje pojechaliśmy do Bury centrum i tam spędziliśmy czas. Nie rozmawialiśmy wiele na ten temat, ponieważ nikt z nas nie miał na to ochoty, ani też siły.
Moja głowa była pełna i nie potrafiłam niczego sensownego z siebie wydusić.

Wróciliśmy do szpitala i po wejściu do kliniki, Andrzej został zabrany do przygotowania się do badania. Ja zostałam na poczekalni, gdzie zjadłam kanapkę wcześniej przygotowaną i wyjęłam książkę do czytania. Nie mogłam jednak czytać, ponieważ to wszystko kotłowało się w mojej głowie. Zadzwoniłam do siostrzenicy, powiedziałam jej wstępne dane, po czym zadzwoniłam do mojej siostry aby i ją powiadomić. Następnie napisałam sms do mojej przyjaciółki z tą wiadomością. Aby czymś się zająć, zaczęłam rozmowę z panią, która czekała na badanie kolana. Potem doszła jej siostra i miałyśmy dość ciekawą rozmowę, aczkolwiek była ona na tematy zdrowotne. Kolejny raz w ciągu tych paru tygodni dowiedziałam się o niezadowoleniu ludzi z obsługi medycznej, głównie lekarzy rodzinnych i szpitali. Obie panie miały sporo do czynienia z lekarzami w ostatnich latach. Twierdziły, że oboje z mężem mieliśmy dużo szczęścia , że dzięki lekarzowi w szpitalu sprawy potoczyły się tak szybko.

Do dziś też pamiętam, jak Andrzej powiedział Dr O`Donell , " Szkoda, że tego nie wykryto wcześniej, tylko leczono mnie na zapalenie płuc". To jest niesamowite! Ja też nie umiem tego zrozumieć, w końcu obowiązkiem lekarza jest leczenie chorego. Nasz lekarz rodzinny doskonale wiedział z autopsji, że Andrzej nie przyszedł by do niego z byle czym, a mimo to, nie wziął pod uwagę ważności tego prześwietlenia z Polski i kompletnie zignorował skierowanie do szpitala. Ciekawa jestem co czuje teraz, kiedy otrzymał list od Dr O'Donnell potwierdzający opinię lekarza z Polski . Sądzę, że nie ma on wyrzutów sumienia.

Andrzej twierdzi, że jest gotowy na wszystko, biorąc pod uwagę całą tę sytuację. Ale czy jest? Myślę, że nikt tak naprawdę nie jest gotowy na coś takiego. Ja przyznaję się do tego z ręką na sercu. Bo co z tego, że udaję bohaterkę przed kimś, kiedy sama w sobie sie boję. I widzę też to samo u Andrzeja. Co z tego, że mówi mi, że już za późno na wszystko, kiedy widzę, że chce walczyć i chce nade wszystko żyć! Czy łatwo jest żyć ze świadomością , że ma sie policzone dni? Czy łatwo jest planować cokolwiek wiedząc, że w każdej chwili nas może nie być wśród żywych? Jak przygotować się na śmierć? Kiedy chce się żyć? A co z druga osobą? Co dalej?

Takie sytuacje w życiu zdarzają się i trzeba je brać na bierząco. Czasem należy przewartościować całe swoje życie i plany. Są sytuacje, gdzie trzeba kompletnie zmienić całe swoje dotychczasowe działania, ale jedno jest pewne. Nie wolno sie poddawać, trzeba iść do przodu, trzeba marzyć, walczyć i żyć.Korzystąc z każdej danej nam chwili, bo życia nie da się cofnąć, w życiu nie ma powtórek, są błędy, które nas uczą.


Mimo , że mamy małe światełko w tunelu, jesteśmy pełni nadzieji, że wszystko będzie dobrze i wygramy tę walkę. Owszem, nie będzie ona łatwa, ale nie można poddawać się na starcie, ponieważ życie jest tylko jedno i korzystajmy z niego. Ja sama przyznaję sobie, że nie jestem gotowa na tę nową sytuację, ale wiem, że moja wewnętrzna siła nie pozwoli mi na poddanie się. Wiem, że w tej walce nie jestem też sama, bo mam Andrzeja  grono przyjaciół i rodzinę wokół siebie , którzy nas wspierają w każdej chwili.

Przewartościowanie życia czasem jest konieczne, ponieważ mocno wierzę, a nawet wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, że to co dzieje się w życiu każdego człowieka jest następstwem wielu czynników z przeszłości. Rozumiem to i zmieniam swoje życie każdego dnia od kilku już lat. Od czasu, kiedy zrozumiałam. Uczę się i staram się aby być radosna i aby żyć tak by nikt nie cierpiał. Wiem, że choroba męża jest konsekwencją jego wcześniejszego działania i myślenia, ale wierzę, że i on teraz zrozumiał i zrobi wszystko, aby było lepiej i aby on sam oczyścił przeszłośc, aby zrozumiał sens wybaczania i aby wybaczył.

Jesteśmy tu po to aby się uczyć , więc korzystajmy z tych lekcji jak najmocniej....
Każdy dzień jest dla mnie nowym dniem życia i robię wszystko, aby być szczęśliwa, mimo wszelkich przeciwieństw. Każda sekunda to wielka nowość, więc staram się żyć, uczyć i działać tak aby byly one najlepsze z dotychczasowych.... ta mobilizacja to kolejna lekcja życia, którą z radością akceptuję i mimo emocji jakie się wplątują, idę dalej i mocniej stąpam po ziemi..... Przy tym, mam ogromną nadzieję, że Andrzej również podejmie to nastawienie i pójdzie do przodu.....

Kolejny dzień, badania już za nami, czas na końcowe wyniki.......

Lekarz, tym razem kobieta, potwierdziła już na 100%, że jest to nowotwór, wyniki badań brokoskopi, tomografu oraz poprzednie, nie wykazują przerzutów. To daje nadzieję, że będzie dobrze.
Niemniej jednak, brakuje jeszcze jednego badania, mianowicie jest konieczność dokonania badania mózgu, ponieważ tego typu nowotwór, często przerzuca sie na mózg. jednocześnie ten szpital nie ma już ekspertyzy w leczeniu nowotworu, w związku z czym, Andrzej został skierowany do Christie szpitala w Manchester pod opiekę specjalisty, Dr Blackmore, która przejmie opiekę nad nim i jego leczeniem. Na początek bedzie to chemia, poczym zaaplikuja mu radioterapię. teraz pozostaje już tylko czekać na to spotkanie.

Kiedy asystętka lekarza rozmawiała z nami już o szczegółach dalszego leczenia i dała nam informator, numery telefonów do opiekunek w pobliskim szpitalu, następnie wypełniła formularz dla niego związany z dalszym leczeniem, zauważyłam, że Andrzej miał w oczach łzy. W pewnym momencie, nawet zaniemówił, bo łzy cisnęły mu się do oczu. Nie życzę nikomu, czegoś takiego..... nie da się opisać uczuć jakie się cisną w takich chwilach, kiedy stajemy w obliczu takich sytuacji..... bo.... tak naprawdę ...... nie wiemy do końca co będzie. Ale mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze....


Stając w obliczu choroby takiej jak ta, w chorym dzieje się wiele przeróżnych rzeczy. Emocje, jakich nigdy do tąd się nie czuło, złość, żal, wszystko na raz. Wtedy, druga osoba, może być odbiorcą nieprzyjemnych tekstów, ale to trzeba przeżyć, ponieważ te emocje muszą wyjść, nawet jeśli się trochę popłacze..... Potrzeba wiele cierpliwości, wyrozumiałości i..... miłości....A nadewszystko.... wiary, że będzie dobrze....

I......

Nogi ugięły się pode mną...... Na godzinę 14 ta dzisiejszego popołudnia, byliśmy umówieni z lekarzem specjalistą, Dr Blackhall w szpitalu Chrsitie. Pojechaliśmy ze spokojem, pod szpitalem nie było miejsca na parking, musieliśmy wyjechać na ulicę i ponownie wrócić po zrobieniu okrążenia.Byłam zaskoczona ilością samochodów, ale nic nie mówiłam Andrzejowi. Kiedy weszliśmy do recepcji kliniki, zaniemówiłam. Byłam wręcz uderzona widokiem około stu osób czekających. Tymbardziej, że na wielu tych twarzach rysowało się cierpienie i niewiadoma. Recepjonistka, dała numerek i kazała nam usiąść. Po chwili podeszłam do niej z zapytaniem po co ten numerek. Jej koleżanka powiedziała nam, że to po to aby oddać krew. Po chwili pielęgniarz wyszedł z sali z kartką w ręku. Domyśliłam się, że chodzi o Andrzeja bo nie potrafił wypowiedzieć jego imienia i nazwiska, podszedł do innego pielęgniarza, który pomógł w wymowie. Po chwili Andrzej był już po badaniu krwi, ale musiał jeszcze mieć prześwietlenie. Podeszłam do strażnika prosząc o wskazanie miejsca Rentgena, ten zaprowadził nas na miejsce.

Wreszcie jesteśmy w gabinecie. Przyszedł do nas Dr Rosario, który zapytał czy my już wiemy dokładnie co to jest za choroba. Przytknęliśmy, a on powiedział, że nasz lekarz nie miał jeszcze pełnych wyników. Okazało się, że ten nowotwór jest bardzo agresywny i nie jest łatwy do leczenia. Kiedy doszła Dr Blackhall, okazało się,że jest to bardzo grożna forma choroby, dlatego już za dwa tygodnie zaczynają chemioterapię i radioterapię. To jest experyment jaki ten szpital prowadzi. Szanse? Według danych, 3 z 4 chorych mają naworty choroby. "Nie leczony rak, daje miesiąc do trzech, życia. Leczony, może przedłużyć zycie do dwóch lat.". Rokowania??? Boję się....... Ale w głębi duszy wiem, że odpowiednie nastawienie daje nam ogromną szansę....

Jeśli ktoś mnie zapyta o uczucie, to....... powiem....... że jest ono nie do określenia.... To ja, tak mówię, natomiast, to co czuje pacjent, to w tym momencie powiem, "Ogromną nadzieję, chęć do życia i do walki". Andzrej na koniec powiedział Dr " Ja jestem gotowy na wszystko, zacznijmy działać jak najszybciej, bo chcę byc zdrowy".

Czy były to słowa prosto z serca? ....... myślę, że napewno tak..... tylko...... objawy są nieco inne.....ale...... tylko czas.... nam pokarze co dalej. Najważniejsze jest dziś i każda następna chwila, z której będziemy sie radować..... Wiara.....siła walki.....miłość..... i..... co najważniejsze, to wola Boga...
Czeka nas bardzo trudny okres, ale jesteśmy gotowi.......






Wednesday, 18 January 2012

Sens Życia


LEKCJA   -    Sens Zycia

              Kocham Cię życie!!!! Kocham Cię Życie!!!! To chcę krzyczeć teraz i zawsze!





W życiu każdego człowieka nadchodzi okres, kiedy zastanawiamy sie nad sensem nazszego życia. Robimy wówczas rachunek sumienia i tego, co przez całe życie dokonaliśmy. Z regóły dzieje się to kiedy jesteśmy tuż na krańcu naszego istnienia jako człowiek.

U mnie, dzieje się tak już od kilku lat. Robie rewizję, zmieniam, trzymam się czegoś kurczowo, potem znowu zmieniam, porównuję, sumuję, uczę się a nastepnie wdrążam w życie. A kiedy nadchodzi moment melancholii, i wyrzutów sumienia, natychmiast otrzymuję wewnętrzne szturchnięcie, jakby coś, lub ktoś chciał mi dac kuksańca, mówiąc: „Hej! Ty! Co ty wyprawiasz!?”. To jest sygnał, abym powróciła do myśli o dobrych stronach mojego życia.

Od dwóch dni jestem w szpitalu na badaniach, poniewaz istnieje podejrzenie kamieni żółciowych. W Nowy Rok 2012, dostałam silnych skórczy w okolicach  brzucha, trzymały mnie do rana. Nie mogąc znieść już tego, a bardziej dlatego, że obiecałam to mojej przyjaciółce, pojechałam do szpitala, gdzie mnie zbadano i stwirdzono, że jest potrzebna operacja.

Wczoraj, trzeciego stycznia, dowiedziałam się też, że mój mąż, Andrzej, przebywający w Słupsku na urlopie, był u lekarza tam i postawiono mu diagnozę „nowotworu” klatki piersiowej. Dwie trudnie wiadomości, zbiegające się z sobą w tym samym czasie, to nie codzienne zdarzenie, ale takie jest nasze. W takim momencie, wszystko zaczyna mieć inny sens i wymiary. Nagle całe życie zaczyna nabierać innego wymiaru i zaczyna się oglądanie filmu z własnego scenariusza życiowego. 

W pierwszym momencie, jest lęk, nastepnie całe mnóstwo emocji przewijających się przez umysł, przy czym żadnej nie jestem w stanie zatrzymać. Łzy same cisną sie do oczu, poczucie pustki wewnętrznej, pytania, wyobrażenia. Jeden wielki mętlik, którego nie jestem w stanie ogarnąć.Mimo to, gdzieś w głębokim wnętrznu mnie odzywa się głos...... cichy..... ledwie słyszalny..... , który mówi mi, że "wszystko będzie dobrze, nie zamartwiaj się". 

Kiedy moja siostra informowała mnie o diagnozie (była z Andrzejem u lekarza), moja pierwsza reakcja była spokojna. Miałam nieodebrana wiadomość od niej. Oddzwoniłam więc, Andrzej był obok niej, ale nie rozmawialiśmy. Myślę, że on potrzebował trochę czasu na przyswojenie sobie tego, co usłyszał od lekarza. Ewa powiedziała mi, że znaleziono guza, który od listopada troche urósł. Lekarz dał mu skierowanie do szpitala, pytanie było, czy ma on iść do szpitala tam,  czy w Anglii. Ja powiedziałam, że moze tam. Ale ostatecznie jeszcze porozmawiamy. Umówiłyśmy się, że ja jeszcze zadzwonię po moim USG.

Kiedy wróciłam z USG, zadzwoniłam ponownie do Ewy. Rozmowa miała wtedy zupełnie inna barwę, ponieważ Andrzej wyszedł a Ewa miała możliwość wolnej rozmowy. Przeczytała mi postawiona diagnozę. „ Stwierdzono nowotwór w lewym płucu”. Nie jestem w stanie opisać , co działo się w mojej głowie, ale ogólnie, był to napływ emocji, połączony ze łzami. Wszystko co działo się w ostatnich dwudziestu pięciu latach naszego wspólnego życia przewijało się przedemną. Ewy słowa „tak to jest, kiedy niczego się nie dokonało, nie dorobiło, a tu nagle trzeba się żegnać....” dzwoniły w mojej głowie. Powiedziałam jej, „ Obojętnie co będzie, to ja tu, czy tam, zaopiekuję się nim”. W tym samym czasie, myślałam też o tym wszystkim, co zaczęłam robić w Polsce, moja praca, kolejny raz zostaje zniweczona. Myślałam o tym, jak moi członkowie podejdą do tego. Zastanawiałam się nad czasem, mojego pobytu w domu, ile czasu będę musiała czekać nim pojadę kontynułować to co tam zaczęłam. Tym samym, zastanawiałam się nad sensem mojej pracy, ale ja sobie nie wyobrażam zycia bez tej pracy. Bałam się,że moja grupa się teraz rozpadnie całkiem. 

Ewa, jak zwykle chciała wywołać u mnie poczucie winy za to,że moje zycie z Andrzejem nie było takie jak należy. Bo też nie było, on ciągle żywił do mnie pretensje, głównie o pieniądze. Trzymał tę złość do mnie od wielu lat, nie umiał wybaczać, a przy tym bardzo też potrafił mi dokuczyć. Nie zgadzał się na moje wyjazdy do Polski, do pracy, nie lubił też niczego, co robiłam, nigdy nie byłrozmowny. Kiedy próbowałam dowiedzieć się od niego co powiedział mu lekarz po badaniach tu na miejscu, ledwie powiedział, że czekał na wezwanie do lekarza. Do dziś więc nie wiem naprawdę co mu powiedzieli. A może już wtedy, powiedzieli mu, że ma to nowotwór?

Zadzwoniłam do naszej przychodni aby sie czegos dowiedzieć, ale nie chcą ze mną rozmawiać. Więc postanowiłam, że pójdę tam, jak tylko wyjdę ze szpitala. Tak...... to rzeczywiście nie codzienne...... ja... już w szpitalu.  Andrzej podjął decyzję, ze wraca do Anglii i pójdzie do szpitala natychmiast po powrocie. Kiedy dziś rano, lekarz powiedział mi, że będę miała operację w piątek, łzy poleciały mi z oczu, bo  w tym samym momencie, pomyślałam o Andrzeju, że on tego dnia wraca do domu i za chwilę sam będzie w szpitalu. Na szczęście, ja szybko wracam do zdrowia, moje zapalenie dróg trawiennych to pryszcz w stosunku do tego, co ma Andrzej. Kiedy to piszę, moje uszy mnie pieką. Czuję, że  Andrzej w tej chwili myśli o tym co było. Jako mało wylewny człowiek, dużo myśli, co powoduje, że wprowadza się w stan depresji. Od momentu, kiedy był jeszcze w listopadzie u lekarza, przy każdej okazji leżał. Przez całe życie ruszał się bardzo mało. Nigdy nie lubił wielkiej aktywności, pośpiechu. Jego pasją jest telewizor, przy którym spędzał cały swój czas. Mało mawiał, a przy tym, od kąd zmarli jego rodzice, szczególnie jego tata, to nie utrzymuje kontaktu z bratem. Ma tylko jednego brata, teraz ja będę musiała zadzwonić do niego i powiadomić go o chorobie jego brata. Nie mam pojęcia, w jakim stadium jest choroba Andrzeja, mogę tylko się domyślać, ale po co? Trzeba brać to, co daje nam Bóg i iść do przodu. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu, mój żołądek przewracał się na samą myśl o śmierci, dziś podchodzę do tego bardzo spokojnie i bez lęku. To wszystko dzięki temu, że więcej rozumiem, wiem i wierzę.

Louise Hay, opisuje w swojej książce” Możesz Uzdrowić swoje Życie”, wszystkie choroby i ich przyczyny z punktu widzenia ezoteryki. Według niej, powodem nowotworu jest :” Głęboka rana. Długo utrzymująca się uraza. Głęboko skrywana tajemnica, lub żal zżerający od środka. Noszenie w sobie nienawiści.” Pytanie „ „Po co to wszystko?””.  A dalej, pisze ona” Rak to choroba spowodowana głębokim urazem utrzymującym sie dopóty, dopóki dosłownie nie zacznie zżerać ciała. ....... Człowiek żyje w poczuciu krzywdy i ma trudności w rozwijaniu i utrzymaniu ważnych dla niego związków emocjonalnych. Te przekonania powodują to,  że życie wydaje się ciągiem rozczarowań. Taki człowiek posiada poczucie bezradności oraz straty, która przenika myślenie, a to z kolei powoduje, że oskarżamy innych za wszystkie nasze kłopoty. Ludzie cierpiący na raka są także bardzo krytyczni w stosunku do samych siebie.

Te wszystkie cechy odnajduję w Andrzeju, on nie ma w swoim słowniku słowa „przepraszam”, a tymbardziej nie potrafi zapomnieć, wybaczyć innym i sobie. Nie potrafił kochać siebie, nie umiał też wyrażać swoich uczuć.

Ja z kolei przestałam też rozmawiać z nim, nasze rozmowy ciągle kończyły się kłótnią, nerwami, a ostatnio wyzwiskami tak brzydkimi, że nie jestem w stanie ich przytoczyć. Do dziś słyszę, jak w dniu jego urodzin, powiedział mi dwa słowa przez telefon, a w jego głosie, był zupełnie inny podtekst, pełen złości, wręcz nienawiści do mnie. Był ogromnie zły na mnie za to, że pojechałam do Polski na prawie trzy miesiące i nie było mnie przy nim, kiedy szedł do lekarza( Ja od dawna namawiałam go na pójście do lekarza, a on twierdził, że nie musi) . Prosiłam aby przestał palić, ale mnie nie słuchał, tylko burczał na mnie. Nie wiem prawie nic na temat jego historii choroby, ale dziś właśnie doszły do mnie wiadomości, które sprawiły, że łączę nici w jeden kłębek. Okazało się, że kiedy Andrzej był u lekarza w listopadzie, padło podejrzenie na zapalenie płuc. Był przeziębiony, nie leczył się, a potem, zaczął pluć z krwią. To go musiało przestraszyć, dlatego poszedł do lekarza. Kiedy lekarz odesłał go do szpitala, tam dali mu lek na zapalenie płuc, który brał przez cztery dni. Wczoraj, polski lekarz powiedział mu, że te leki były na zapalenie płuc i dobrze, że brał je tylko te kilka dni. Moja koleżanka zajrzała do internetu i poczytała informacje na temat tej choroby, okazuje się,  że wszystko jest możliwe, aczkolwiek wstępne informacje, jakie otrzymaliśmy wczoraj wskazują,że sytuacja wygląda pół na pół. Zobaczymy co będzie jak już lekarze go zbadają.

Teraz najważniejszy jest spokój ducha, pozytywne myślenie, i miłość.
Z mojej strony, czuję, że jestem przygotowana na wszystko. Dziś inaczej patrzę na śmierć. Nie boję się śmierci, ponieważ wiem i wierzę, że jest to tylko stan chwilowy, moja dusza nadal się rozwija , więc wrócę na ziemię wcześniej czy później aby uczyć się dalej. Teraz, muszę skupić się na sobie, aby nabrać sił , odbudować swoje życie i zaopiekować się Andrzejem.

Uświadomiłam sobie też, że cokolwiek robimy, to każdego dnia, wieczorem, musimy oczyścić nasze myśli z całego dnia, nim położymy się spać. Nie możemy dopuścić do tego, aby usnąć mając to wszystko w nas. Oczyszczanie i odcięcie się od minionego dnia, nie kończy niczego, to nie jest odcinanie się od kogoś, lub czegoś na zawsze. Jest to proces przetworzenia tych wszystkich myśli, czynów i informacji, które przyjmowaliśmy tego dnia. Po oczyszczeniu, pozostają w nas tylko te rzeczy, jakie są nam potrzebne na później. A to jest kolosalna różnica. Pozostawianie negatywnych informacji w naszym umyśle działa na szkodę naszej przyszłości.


Wiem z całą pewnością jedno: Życie ma sens i to ogromny! Zobacz ponizej:




Doszłam do wniosku już wiele lat temu, że życie ma sens, ale widząc ten film, utwierdziłam się w tej opinii jeszcze bardziej.....