LEKCJA DRUGA – Nowy Świat
Nowe miejsce, nowy świat, wydaje sie być naszym wyzwoleniem.
Nowe życie, nie wyzwala nas od starych przekonań, nie pozwala nam
Zostawić naszego bagażu , tam, z kąd przybywamy. Mamy go nadal.
Niczego
nie da się ot tak, porzucić, lub zapomnieć. Trzeba to załatwić
I
zamknąć. Inaczej ciąży na naszych barkach przez życie......
Reading
, na zachód od Londynu, miasto nie wielkie, położone nad Tamizą i na trasie z
Londynu do Oxford. Nic specjalnego, w moim pierwszym odczuciu, i tak pozostało
do dziś. Są miejsca, które przyciagają człowieka od pierwszego wejżenia, ja
jednak nie czułam się dobrze w tym mieście. Może też dlatego, że widywałam tam
samych starszych ludzi, kiedy zabrano mnie do Klubu Polskiego, stwierdziłam, że
nawet moi rodacy są jacyś dziwni. A może, to był problem ze mną, może to ja
miałam błędne oczekiwania w stosunku do innych?Jeszcze inaczej. Czy to poprostu
był wynik moich porównań do ludzi, których znałam?
Znajomi mojego wujostwa, przychodzili i
pytali, jak tam w Polsce? Narzekali na system polityczny w Kraju, a tak
naprawdę nic o nim nie wiedzieli. Byli to z regóły bardzo prości ludzie,
pochodzący z kresów. Terenów, które po wojnie zostały oddane Sowietom. Na
porządku dziennym były mowy o walce by odzyskać Lwów i Wilno. Wielu z nich nie
miało pokończonych szkół, wojna im przeszkodziła. Inni połączeni po
długoletnich rozłąkach, pogubili się nieco w swoich zapatrywaniach. Bali się, o
utratę swojego dorobku. Żyli bardzo skromnie odkładając każdy funt gdzieś w
skarpetke miast do banku. Nie wierzyli bankom. Porzeliczali swój dorobek i swoją wartość na pieniądze a nie na to czym są i co sobą reprezentują. Obserwowałam
ich przez pierwszy tydzień mojego pobytu, a to odwiedzajac ich z moją Ciotką i
wujem, lub też w czasie ich wizyt u nas. Tematy poruszane, to kto jaki ma dom,
ile ma pieniędzy odłożonych, kto się rozwiódł, kto się z kim zszedł. Kto nie
wyjdzie za mąż za biedaka, lub swatanie osób przyjeżdżąjacych z Polski, za
pieniądze.Żadna z tych rzeczy nie była w moim interesie. Moje zapatrywania
wtedy były inne. Owszem chciałam wyjechać z wiadomych już powodów, ale nie było
w moim planie , wychodzić za mąż po to aby się tylko zostać. Czyli za papier.
Nie bylo to ani w moich zamysłach, ani też w moim wychowaniu. Czułam się z tym źle, myśląc o tym, a co dopiero to zrobić.
Kiedy moja mala ciocia powiedziala mi, ze
ma dla mnie kandydata na meza, myslalam, ze sie zapadne. Ona sobie juz upatrzyla
kandydata, nie myslac o tym, co jam mam do powiedzenia. Byla to bardzo uparta
osoba. Mowia, ze mali ludzie maja duzo ikry w sobie. Ola, takie bylo jej imie,
byla niska, juz bardzo posiwiala osoba, i to ona miala glos w domu. Zauwazylam,
ze wujek, bardzo spokojny z natury, rozbil wszystko, aby ona nie miala powodu
do zlosci w stosunku do niego. Jej urokiem bylo to, ze lubila spiewac, a
poniewaz miala zeza, nigdy nie wiadomo bylo, na kogo spogladala. Ola miala tez
zlabosc do nalewek. Wlasnorecznie robila nalewke na spitytusie z aloesu.
Uprawiala ten kaktus na duza skale, majac duza altane, zastawiona doniczkami
tej rosliny. Wiec, scinala liscie, kroila je na male kostki, nastepnie zalewala
je spirytusem i pozostawiala to na jakis czas. Kiedy nalewka juz byla gotowa.
Stawial sobie butelke do malej komody w jadalni i co jakis czas, mniejwiecej co
godzine, podchodzila do tej komody, i nalewala sobie kielonek. Kiedy jej nikt
nie widzial, wypijala to jednym tchem, ale kiedy widziala, ze ktos moze ja
widziec, pila po polowie, tlumaczac, ze nalewka pomaga jej w trawieniu.
Wujek Stan, byl bardzo spokojnym i dobrym
czlowiekiem. Cale zycie pracowal na budowach, dojezdzajac do Londynu. Kiedy
poszedl na emeryture, zaczal troche chorowac. Miewal czeste dusznosci.
Wynikaly one z tego, ze w ich domu byla
wilgoc, ale nie bylo mozliwosci zrobienia czegokolwiek, poniewaz ciocia
twierdzila, ze wszystko jest dobrze. A Stan nie mial juz sil sie sprzeciwiac. I
tak, Ola stawala sie coraz bardziej kaprysna i wymagajaca co do oszczednosci.
Pewnego dnia, zapytalam Ole :”Ciociu, dla kogo wy oszczedzacie?Przeciesz nie
macie dzieci. Wiec dlaczego sobie nie pozwolicie na lepszy telwizor, lub na
wyjazd na urlop”. “ Nam telewizor nie jest potrzebny, a wujek nie chce nigdzie
jechac. “ , “Ciociu, wujek chetnie
pojedzie, tylko ciocia musi tez chciec”. “ A gdzie bedziemy jechac, jak
wszedzie drogo?”. “Ciociu, raz na rok, to nie jest az tak, a wy juz macie swoje
lata i nalezy je wykorzystac na podroze”. Ola spojrzala na mnie swymi rozpelzajacymi
sie oczyma i odwrocila. Wyszla do innego pokoju. To swiadczylo, ze nie ma o
czym rozmwaiac.
Cocia zdecydowanie nie tolerowala nic, co
jej nie odpowieda. Szkoda tego wujka, ale coz? Nie moglam tego zmienic. Tak
wiec pozostalo tylko obserwowac bieg wydarzen i ewentualnie pocieszac wuja w
zlych chwilach. Czesto siadalismy sobie przy stole, i wujek czytal gazety po
angielsku, tlumaczac mi znaczenie
artukulow, ktore czytal. Cieszyl sie, ze ktos go sluchal i mogl rozmawiac z nim
na rozne tematy.
Po niecalych dwoch tygodniach mojego
pobytu w Reading, Ciocia zabrala mnie na tygodniowa wizyte w Rochdale, na
polnoc od Londynu. Jechalysmy pociagiem do Manchester a z tamtad autobusem do
Rochdale. Tam byla kuzynka Oli, Natalia mieszkajaca w Anglii od czasow wojny.
Byla to bardzo wesola i spokojna osoba. Rowniez niska, o czarnych krotkich
wlosach i duzych okularach na nosie. Natalia okazala sie byc bardzo mila i
wyrozumiala osoba. Mieszkala w bardzo skromnym domu zseregowym, z dwoma
synami:Wlodkiem i Michalem. Zaden nie umial po Polsku, za wyjatkiem malego
zasobu jezyka Ukrainskiego. Jej najstarsza corka, Ala, mieszkala na przeciw , w
innym szeregowcu. Ala wyszla za maz za Wlocha, Nuno, ktory byl wspanialaym ,
kochajacym mezem. Mieli dwoch synow:Karola i Filipa, obydwaj bardzo
sympatyczni. Mieli dziesiec i dwanascie lat, kiedy ich poznalam. Poniewaz obaj
lubieli grac w pilke, dolaczlam sie do nich, co ich bardzo zadawalalo, gralismy
godzinami, ale nie bylo mowy aby sie dogadac. Oni nie rozumieli mnie, a ja ich.
Potrafila tylko powiedziec “No” – Nie. A to sprawialo, ze nie mogli uwierzyc,
ze tylko tyle umie.
Moja nowo poznana rodzina, byla bardzo
sympatyczna, polubilam ich ogromnie, i nie chcialam wyjezdzac. A Ala zaczela
rozmawiac z Ola, na temat przedluzenia mojego pobytu u nich. Ola sie na to nie
zgadzala. A ja nie bylam w stanie podjac decyzji, poniewaz bylam tylko gosciem
w tych stronach. Miasto podobalo mi sie bardziej nic Reading, inaczej
rozlozone, bardziej czyste i kolorowe. Interesujace centrum, duzy park, mieszczacy
sie na kilku poziomach. A kiedy zabrano nas do Ukrainskiego Klubu, atmosfera
byla rowniez o wiele milsza niz ta w Polskim Klubie w Reading. To mnie bardzo pociagnelo. Inni
ludzie inne rozmowy, wesole nastawienie. Z ogromnym wiec zalem wyjezdzalam z
tamtad, przy dzwieku szlochow mojej dalekiej kuzynki i jej mamy. Obiecalm im,
ze jak sie nadarzy okazja, to odwiedze ich ponownie.
W
drodze powrotnej, przesiedzialam cal podroz milczac. Rozmyslalm o tym co mialo
miejsce w ostatnim tygodniu. Myslami wracalam do kazdej chwili tam spedzonej,
bojac sie tego co bedzie po powrocie do wujostwa. Myslalam: “ Jeden kraj, a dwa
swiaty , zupelnie sie rozniace i daleko odbiegajcy od sibie ludzie. “ . Tak
wlasnie, to wydawalo sie byc trudne do zrozumienia, ale faktycznie tak bylo.
Poludnie – Polnoc, roznica kilkuset kilometrow, a dwa odrebne swiaty. Na
polnocy, ludzie o wiele bardziej skromni, zyczliwi i wyrozumiali. Na poludniu,
zagonieni, myslacy tylko w kategoriach materialnych. Inni nie mieli znaczenia,
mozna ich zdeptac i nikt sie nie obejzy. I te opinie wiozlam ja, osoba, ktora
zaledwie byla tam kilka dni. Przerazala mnie mysl, jak ja sobie poradze? Jednak
w tym samym czasie, nie myslalm o tym aby wrocic do Polski. Tam nie bylo
powrotu, nie wchodzilo to w rachube. Patrzylam w okno pociagu, myslac, nie
widzialam wiele z krajobrazow po drugiej stronie okna. Moje mysli byly
skoncentrowane na tym, co musialam zrobic. Musialam?Czy tez chcialam. A to
roznica. Innym zmartwieniem byla kwestia wytrzmalosci z Ola. .......