Niepewność
jutrzejszego dnia....... to ....
Uczucie wpisane w
każdego z nas, tyle, że w kieracie codziennego życia , nikt z nas tego nie
odczuwa, bo o tym nie myśli. "Bieg" wykonywany przez każdego z nas,
począwszy od najmłodszych lat naszego życia, i umysł zajęty myśleniem o tym, co
następne nie pozwala nam myśleć o tej niepewności jutra. Dopiero, kiedy stajemy
przed faktem dokonanym, to znaczy, kiedy np: lekarz mówi nam, że mamy przed
sobą tylko kilka miesięcy życia, a w najlepszym wypadku...... może ..... dwa
.... lata..... uświadamiamy sobie, że jutro może nigdy nie nastąpić.
Kilka dni temu,
znalazłam na wyszukiwarce forum ludzi dotkniętych chorobą nowotworu. Głównie
wpisy były tam od osób opiekujących się chorymi. Przyznam, że do tej pory nie
miałam zielonego pojęcia, o uczuciach, z jakimi ci ludzie sie borykają. Dla
mnie osobiście, wydawało się, że jestem na tyle silna, aby spokojnie przejść
przez stadium leczenia i dalej. teraz widzę, że moja pewność była ogromnie
optymistyczna. To jest dopiero początek naszej długiej drogi do pełnego zdrowia.
Mówię naszej, ponieważ tak naprawdę to obydwoje chorujemy. To znaczy, chorym na
nowotwór jest Andrzej, ja tylko się nim opiekuję. Niemniej jednak można
powiedzieć, że obydwoje jesteśmy pacjentami, bo towarzyszę mu w każdym momencie
tej choroby.
Dwa razy dziennie
jesteśmy w szpitalu na zabiegach radioterapii, raz w tygodniu spędzamy
praktycznie cały dzień w szpitalu ponieważ rano jest radioterapia, potem
pobranie krwi, badania i rozmowa z konsultantem oraz druga sesja radioterapii.
Szpital przyjmuje ponad 1200 osób dziennie tylko na tym jednym oddziale, więc
czasem trzeba długo czekać. Pacjent jak Andrzej, jest niesamowicie
niecierpliwy, denerwuje siebie i
opiekuna. Złość jaka wychodzi z takiego pacjęta jest niesamowita. Dla
kogoś wrażliwego to piekło. W moim przypadku, to ciągłe strofowanie. Podczas
jazdy samochodem, ciągłe uwagi: "Za szybko, za wolno, źle itp". Przy
każdej okazji sypią się wyzwiska na innych kierowców, a to na obsługę szpitala,
jak za długo się czeka. W domu, jedzenie nie smakuje, za zimne, za gorące, nie
dogotowane itd itp. Stress w jakim się żyje, i ta niepewność jutra, napiętrza
się z każdym dniem.
Dla mnie jest to
ogromne obciążenie psychiczne ponieważ wiem, że on trzyma w sobie ogrom złości
i żalu, nie tylko do mnie, ale również do innych osób, łącznie z samym sobą.
Jest zły na siebie, a jednocześnie czuje się bezsilny. Tymbardziej kiedy nogi
odmawiają mu posłuszeństwa z bólu. Do tego wszystkiego dochodzi też głód na
papierosy, bo przestał palić od kiedy dowiedział się o chorobie. Kilka dni
temu, dał mi tak mocno do "wiwatu", że o mały włos powiedziałam mu,
że go zostawię samego, ale nie mogłam się zdobyć na odwagę. Natychmiast dopadły
mnie wyrzuty sumienia. Z drugiej strony jednak moje milczenie dało mu więcej
poczucia, że ja się go boję, co powoduje, że czuje się teraz bardziej
silniejszy.
Jestem zmęczona
fizycznie i psychicznie, a to zmęczenie powoduje, że moje poczucie przyszłości
jest zachwiane, a nie mogę sobie na to pozwolić. To ja muszę teraz, bardziej
niz kiedykolwiek, zadbać o to, że moja przyszłość jest zapewniona. Że mam za co
żyć, bo tak się złożyło, że nie jestem. Andrzej nigdy nie chciał wziąć
ubezpieczenia na życie, więc w razie jego odejścia, zostaję tylko z tym, o co
sama zadbałam. Tylko z moimi iwestycjami, o które sama walczyłam i tylko one są
gwarancją tego, że moja emerytura będzie większa. Tutaj, słowa przestrogi dla
wszystkich. zapewnijcie sobie ubezpieczenie na życie, ubezpieczcie też swoje
pochówki (koszty pogrzebowe), bo może nadejść chwila, kiedy będzie za późno.
Nie obciążajcie swoich bliskim dodatkowymi kosztami. Ubezpieczenie to bardzo
ważna sprawa dla każdego z nas bez względu na wiek. Im szybciej
zaczniemy płacić na ubezpieczenie tym lepiej.
W takich
sytuacjach nie łatwo też kontynułować pracę zawodową, to znaczy, że w takiej
chorobie, zarówno chory jak i jego opiekun i najbliższa rodzina, mają
przewrócony świat. Wszystko oparte jest na osobie chorej. Często, zdrowa osoba
musi przestać pracować aby zająć się chorym. To wiąże się z dużym obciążeniem
finansowym, dlatego ważne jest aby ubezpieczenia istniały, bo wówczas nie ma
dodatkowego stresu. W moim przypadku, jestem zmuszona do zawieszenia aktywności
zawodowej do minimum. Lekarz rodzinny zapewnił nam pielęgniarki, które
odwiedzaja chorych w domu, ale to nie wystarczy, trzeba być przy chorym całą
dobę a pielęgniarki środowiskowe przychodzą raz na miesiąc. Kiedy nie posiada
sie rodziny, człowiek zdany jest sam na siebie, chyba, że ma się wspaniałych
przyjaciół, którzy są tuż obok i chętnie pomagają w potrzebie.Mam to szczęście
i ogromny przywilej poziadania wokół siebie wspaniałych ludzi, którzy są przy
nas i służą pomocą, poświęcając czas na to aby być z nami. To wielkie bogactwo
jest błogosławieństwem.
Poczucie
niepweności to rzecz jaka złatwościa potrafi się wedrzeć w poczucie
bezpieczeństwa, dlatego ważne jest aby umieć od tego poczucia odejść i skupić
się na aspektach pozytywnych. Trzeba umieć się wyciszyć i oczyścić myśli, bo
wiara i pozytywne nastawienie to dwie podstawowe rzeczy, jakie pomogają przetrwać
w tych trudnych chwilach. Szczególnie, kiedy musimy być silni i pozytywni za
siebie i chorego. Wiem i wierzę, że przetrwam to wszystko i wyjdę obronną ręką,
bardziej doświadczona i bardziej wdzięczna niż teraz. Oczekuję sukcesu, zdrowia
i wierzę, że zdam ten trudny egazmin wytrwania i wiary oraz wdzięczności.
Wszystko jest w
rękach nas samych i Pana Boga.
Mam nadzieję, że
jeśli Ty, drogi czytelniku masz potrzebę wypowiedzenia się, lub zwierzenia się,
to napiszesz do mnie i wymienimy się doświadczeniami, tym samym dając sobie
wsparcie.
Dwa tygodnie
temu, weszłam do sklepu w okolicach Kartuz. Sprzedawczyni , Pani w moim wieku,
wyglądała na bardzo smutną. Ze smętną miną mnie obsłużyła.... spojrzałam na nią
i pytam; "Co Pani taka smutna?" . Ta spojrzała na mnie i wycofując
się nieco w głąb sklepu odpowiedziała: " Aaaa, wie pani, życie jest takie
ciężkie, ciągłe kłopoty, kryzys, człowiek się tylko męczy...". Ja na to:
" Jaki kryzys? Wie Pani co, ja mieszkam za granicą, tam widać jest kryzys
bardziej niż tu, ale nikt nie mówi o kryzysie. Ludzie robią swoje i bawią się.
Nie myślą o sprawach negatywnych. Powiem pani jeszcze jedno. Ja drugiego
stycznia wylądowałam w szpitalu, w tym samym czasie, mój mąż został
zdiagnozowany z nowotworem. Można powiedzieć .... tylko usiąść i płakać... Ale
my się nie poddajemy, myślimy pozytywnie i żyjemy dalej z myślą, co ma być to
będzie". Kobieta spojrzała sie na mnie ze współczuciem i powiedziała :
"Tak, ma pani rację, trzeba mysleć pozytywnie". Wie pani co, poradzę
pani takie zdanie: " W dzień i w nocy wszystko mi sprzyja. Niech pani to
powtarza kilkanaście razy dziennie. Zobaczy pani jak będzie".
Podziękowałam jej i wyszłam.
Jeden z moich
ulubionych autorów napisał : "Pasja, to pierwszy krok do bogactwa".
Dlatego ja
postanowiłam żyć z pasją, wdzięcznością, wiarą i motywacją.
Życzę wszystkim
wiary i wytrwania we wszystkim co czynią.
No comments:
Post a Comment