Saturday, 17 March 2012

Radzenie Sobie z Przeciwnościami .......


Niepewność jutrzejszego dnia....... to ....

Uczucie wpisane w każdego z nas, tyle, że w kieracie codziennego życia , nikt z nas tego nie odczuwa, bo o tym nie myśli. "Bieg" wykonywany przez każdego z nas, począwszy od najmłodszych lat naszego życia, i umysł zajęty myśleniem o tym, co następne nie pozwala nam myśleć o tej niepewności jutra. Dopiero, kiedy stajemy przed faktem dokonanym, to znaczy, kiedy np: lekarz mówi nam, że mamy przed sobą tylko kilka miesięcy życia, a w najlepszym wypadku...... może ..... dwa .... lata..... uświadamiamy sobie, że jutro może nigdy nie nastąpić.

Kilka dni temu, znalazłam na wyszukiwarce forum ludzi dotkniętych chorobą nowotworu. Głównie wpisy były tam od osób opiekujących się chorymi. Przyznam, że do tej pory nie miałam zielonego pojęcia, o uczuciach, z jakimi ci ludzie sie borykają. Dla mnie osobiście, wydawało się, że jestem na tyle silna, aby spokojnie przejść przez stadium leczenia i dalej. teraz widzę, że moja pewność była ogromnie optymistyczna. To jest dopiero początek naszej długiej drogi do pełnego zdrowia. Mówię naszej, ponieważ tak naprawdę to obydwoje chorujemy. To znaczy, chorym na nowotwór jest Andrzej, ja tylko się nim opiekuję. Niemniej jednak można powiedzieć, że obydwoje jesteśmy pacjentami, bo towarzyszę mu w każdym momencie tej choroby.

Dwa razy dziennie jesteśmy w szpitalu na zabiegach radioterapii, raz w tygodniu spędzamy praktycznie cały dzień w szpitalu ponieważ rano jest radioterapia, potem pobranie krwi, badania i rozmowa z konsultantem oraz druga sesja radioterapii. Szpital przyjmuje ponad 1200 osób dziennie tylko na tym jednym oddziale, więc czasem trzeba długo czekać. Pacjent jak Andrzej, jest niesamowicie niecierpliwy, denerwuje siebie i  opiekuna. Złość jaka wychodzi z takiego pacjęta jest niesamowita. Dla kogoś wrażliwego to piekło. W moim przypadku, to ciągłe strofowanie. Podczas jazdy samochodem, ciągłe uwagi: "Za szybko, za wolno, źle itp". Przy każdej okazji sypią się wyzwiska na innych kierowców, a to na obsługę szpitala, jak za długo się czeka. W domu, jedzenie nie smakuje, za zimne, za gorące, nie dogotowane itd itp. Stress w jakim się żyje, i ta niepewność jutra, napiętrza się z każdym dniem.

Dla mnie jest to ogromne obciążenie psychiczne ponieważ wiem, że on trzyma w sobie ogrom złości i żalu, nie tylko do mnie, ale również do innych osób, łącznie z samym sobą. Jest zły na siebie, a jednocześnie czuje się bezsilny. Tymbardziej kiedy nogi odmawiają mu posłuszeństwa z bólu. Do tego wszystkiego dochodzi też głód na papierosy, bo przestał palić od kiedy dowiedział się o chorobie. Kilka dni temu, dał mi tak mocno do "wiwatu", że o mały włos powiedziałam mu, że go zostawię samego, ale nie mogłam się zdobyć na odwagę. Natychmiast dopadły mnie wyrzuty sumienia. Z drugiej strony jednak moje milczenie dało mu więcej poczucia, że ja się go boję, co powoduje, że czuje się teraz bardziej silniejszy.

Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie, a to zmęczenie powoduje, że moje poczucie przyszłości jest zachwiane, a nie mogę sobie na to pozwolić. To ja muszę teraz, bardziej niz kiedykolwiek, zadbać o to, że moja przyszłość jest zapewniona. Że mam za co żyć, bo tak się złożyło, że nie jestem. Andrzej nigdy nie chciał wziąć ubezpieczenia na życie, więc w razie jego odejścia, zostaję tylko z tym, o co sama zadbałam. Tylko z moimi iwestycjami, o które sama walczyłam i tylko one są gwarancją tego, że moja emerytura będzie większa. Tutaj, słowa przestrogi dla wszystkich. zapewnijcie sobie ubezpieczenie na życie, ubezpieczcie też swoje pochówki (koszty pogrzebowe), bo może nadejść chwila, kiedy będzie za późno. Nie obciążajcie swoich bliskim dodatkowymi kosztami. Ubezpieczenie to bardzo ważna sprawa dla każdego z nas bez względu na wiek. Im szybciej zaczniemy płacić na ubezpieczenie tym lepiej.

W takich sytuacjach nie łatwo też kontynułować pracę zawodową, to znaczy, że w takiej chorobie, zarówno chory jak i jego opiekun i najbliższa rodzina, mają przewrócony świat. Wszystko oparte jest na osobie chorej. Często, zdrowa osoba musi przestać pracować aby zająć się chorym. To wiąże się z dużym obciążeniem finansowym, dlatego ważne jest aby ubezpieczenia istniały, bo wówczas nie ma dodatkowego stresu. W moim przypadku, jestem zmuszona do zawieszenia aktywności zawodowej do minimum. Lekarz rodzinny zapewnił nam pielęgniarki, które odwiedzaja chorych w domu, ale to nie wystarczy, trzeba być przy chorym całą dobę a pielęgniarki środowiskowe przychodzą raz na miesiąc. Kiedy nie posiada sie rodziny, człowiek zdany jest sam na siebie, chyba, że ma się wspaniałych przyjaciół, którzy są tuż obok i chętnie pomagają w potrzebie.Mam to szczęście i ogromny przywilej poziadania wokół siebie wspaniałych ludzi, którzy są przy nas i służą pomocą, poświęcając czas na to aby być z nami. To wielkie bogactwo jest błogosławieństwem.

Poczucie niepweności to rzecz jaka złatwościa potrafi się wedrzeć w poczucie bezpieczeństwa, dlatego ważne jest aby umieć od tego poczucia odejść i skupić się na aspektach pozytywnych. Trzeba umieć się wyciszyć i oczyścić myśli, bo wiara i pozytywne nastawienie to dwie podstawowe rzeczy, jakie pomogają przetrwać w tych trudnych chwilach. Szczególnie, kiedy musimy być silni i pozytywni za siebie i chorego. Wiem i wierzę, że przetrwam to wszystko i wyjdę obronną ręką, bardziej doświadczona i bardziej wdzięczna niż teraz. Oczekuję sukcesu, zdrowia i wierzę, że zdam ten trudny egazmin wytrwania i wiary oraz wdzięczności.
Wszystko jest w rękach nas samych i Pana Boga.

Mam nadzieję, że jeśli Ty, drogi czytelniku masz potrzebę wypowiedzenia się, lub zwierzenia się, to napiszesz do mnie i wymienimy się doświadczeniami, tym samym dając sobie wsparcie.

Dwa tygodnie temu, weszłam do sklepu w okolicach Kartuz. Sprzedawczyni , Pani w moim wieku, wyglądała na bardzo smutną. Ze smętną miną mnie obsłużyła.... spojrzałam na nią i pytam; "Co Pani taka smutna?" . Ta spojrzała na mnie i wycofując się nieco w głąb sklepu odpowiedziała: " Aaaa, wie pani, życie jest takie ciężkie, ciągłe kłopoty, kryzys, człowiek się tylko męczy...". Ja na to: " Jaki kryzys? Wie Pani co, ja mieszkam za granicą, tam widać jest kryzys bardziej niż tu, ale nikt nie mówi o kryzysie. Ludzie robią swoje i bawią się. Nie myślą o sprawach negatywnych. Powiem pani jeszcze jedno. Ja drugiego stycznia wylądowałam w szpitalu, w tym samym czasie, mój mąż został zdiagnozowany z nowotworem. Można powiedzieć .... tylko usiąść i płakać... Ale my się nie poddajemy, myślimy pozytywnie i żyjemy dalej z myślą, co ma być to będzie". Kobieta spojrzała sie na mnie ze współczuciem i powiedziała : "Tak, ma pani rację, trzeba mysleć pozytywnie". Wie pani co, poradzę pani takie zdanie: " W dzień i w nocy wszystko mi sprzyja. Niech pani to powtarza kilkanaście razy dziennie. Zobaczy pani jak będzie". Podziękowałam jej i wyszłam.

Jeden z moich ulubionych autorów napisał : "Pasja, to pierwszy krok do bogactwa".

Dlatego ja postanowiłam żyć z pasją, wdzięcznością, wiarą i motywacją.

Życzę wszystkim wiary i wytrwania we wszystkim co czynią.

No comments:

Post a Comment