Thursday, 19 September 2013

Emocje, Emocje, Emocje

Emocje, emocje, emocje.

Można wiele dyskutować na temat komunikacji w związkach partnerskich. Co jest szantażem emocjonalnym, a co psychicznym znęcaniem się. Jak poukładać te sprawy do odpowiednich szuflad?Ja doszłam do wniosku,że szantaż emocjonalny jest równie niszczący psychicznie, jak i molestowanie, czy bicie. Jak żyć z takim bagażem? Co zrobić aby nie zwariować, lub jak reagować by nie zrobić krzywdy drugiej osobie?

Kilka tygodni temu mój księgowy opowiedział bardzo ciekawą anegdotę. " Budha, jechał autobusem miejskim w Indiach. W pewnym momencie do autobusu wsiadł mężczyzna, który stanął tuż przy miejscu, gdzie siedział Budha. Z jakiegoś nieznanego powodu, mężczyzna ten zaczął wymyślać Buhdzie, bluzgał, wypowiadał niesamowicie rażące słowa. Budha, siedział bez ruchu, bez emocji. Kompletnie jak ściana, Budha był skoncentrowany, spokojny i skromny, a ten gość nadawał z coraz większą furią. Widząc,że nie ma żadnej reakcji, odwrócił się i wysiadł na najbliższym przystanku. Wysiadając klął na czym świat stoi. Pozostali pasażerowie zaczęli domagać się od Budhy, powodu jego spokoju. Pytali, dlaczego ten nic nie reagował? Dlaczego pozwolił sobie na takie szykanowanie. Budha odpowiedział "" Nie przyjąłem niczego, a on wziął wszystko z sobą".

Ta historia, jest wszystkim, co można powiedzieć na trudne sytuacje, na spory, kłótnie i złe relacje. Jeśli ktoś robi wszystko, aby nas zezłościć, zmieszać z "błotem", maltretować psychicznie, to powinniśmy zrobić wszystko, aby tego nie przyjmować. Wymaga to niesamowitej odwagi, spokoju i wiary. jednakże i siły, aby zachować się jak Budha.
Zaglądając w to głębiej, jest to oczywiste,że zachowując spokój, nie przyjmujemy niczyjej złości i negatywnych energii, to wszystko wraca jak bumerang ponownie to tej osoby, która atakowała.

Spokój jest największym lekarstwem na szantaż emocjonalny, molestowanie emocjonalne.

Od wielu lat , jak to bywa w związkach, mój partner życiowy, starał się w jakiś sposób wymusić na mnie subordynację. Jednak ja instynktownie, broniłam swej wolności i integracji. To stwarzało nie miłą atmosferę i "ciche dni"  w domu.. Mój mąż potrafi obrażać się jak mu coś nie pasuje. dawniej, kończyło się to wyprowadzką z sypialni, lub też kilkoma dniami bez rozmowy.

Ostatnie kilka miesięcy jego zachowanie wkroczyło w fazę manipulacji, znęcania się psychicznego, szantażowania oraz " tupania nogami". Jego choroba, rak płuca, zdiagnozowana 21 miesięcy temu, spowodowała,że przechodziliśmy wiele ciężkich chwil. Było wiele wzlotów i upadków. Na początku lęk i panika,że to może być koniec. nagłe zmiany życiowe, zawodowe, obciążenie psychiczne, były nie do zniesienia. Zmiany nastroju, które i tak były już normą, stały się jeszcze bardziej intensywne.

Chemioterapia połączona z radioterapią, zrobiły uszkodzenia w móżgu. Silna dawka radioterapii do głowy spowodowała zaniki pamięci, potem brak reakcji, a następnie agresję spowodowaną sterydami. W tym wszystkim, skrzep krwi w płucach, miesiące na pograniczu życia i śmierci. Aż wreszcie, agresję , a potem bezwład i wreszcie trochę spokoju i lepszego okresu.

W maju bieżącego roku, stwierdzono,że choroba stanęła. Wielka ulga , spokojniej przez kilka miesięcy, póki jeszcze miał cień zainteresowania telewizją, Trzy miesiące temu odeszło zainteresowanie telewizją, a zaczęło się wymuszanie czasu, codzienne wyjazdy bez celu, do miasta, tylko po to aby zjeść co nieco w restauracjach i wrócić do domu. Andrzej, zaczął się czegoś bać. Tak myślę. Bo jak inaczej? Ciągle chce gdzieć jechać. Na spacer nie idzie, bo to trzeba się nachodzić. Na codzień praktycznie się nie rusza z kanapy, jak się ruszy to spać, lub chce aby go zawieść do miasta.

W jednym momencie chce jechać, za chwilę wygania mnie do pracy, a w innym momencie, krzyczy,że go zostawiam bez opieki. Znudzony telwizją, nie mający żadnych innych zainteresowań stał się ogromnie leniwym, rozkapryszonym facetem, spędzającym czas na wałkowaniu jednego tematu , przy czym zapomina, co było wcześniej. Zmienia zdanie jak w kalejdoskopie. Wymaga, wręcz żąda, a potem, nie potrafi powiedzieć magicznego słowa "przepraszam".

Ostanie trzy tygodnie wypełnione były przeplatanką wyjazdów służbowych, szkoleń, spotkań biznesowych, wystąpień i ogólnie pracy. To znaczyło,że nie zawsze mogłam gotować. Kiedy mnie nie ma, mój partner, nie podniesie się nawet, aby zrobić sobie herbaty, czy kanapki. Kiedy wracam, jest wielce obrażony na mnie. Tak naprawdę, w jego obecnej kondycji, może wykonywać małe, drobne rzeczy, ale nie chce. Niemniej jednak, wydaje mi się,że czegoś się panicznie boi. Podejrzewam,że pamięta słowa lekarza specjalisty ze stycznia 2012 roku, kiedy doktor powiedział mu,że ta choroba, leczona, daje dwa lata życia. A dwa lata, nadchodzi dużymi krokami. To już w styczniu 2014.

Emocje jakie są we mnie, też są bardzo różne. jest złość, czasem nawet poczucie nienawiści, ale również bezwład. taka niemoc, bezsilność. Innym razem ogromny bół, żal i smutek. A jeszcze innym razem, spokój, opanowanie i "odbijanie" piłki w jego część boiska. Natomiast od kiedy usłyszałam opowieść swego księgowego, jestem spokojna, nawet w najbardziej trudnych chwilach.

Dziękuję Bogu za opiekę, wytrzymałość i trzeźwość umysłu. Nie wiem, co może się stać, ale wiem,że nie jestem w tym sama. 

No comments:

Post a Comment