Monday, 23 January 2012

Gotowość

                                                  LEKCJA - Gotowość


                            A jeśli przyjdzie ta chwila....... to..... będę gotów .....
                            i..... z pokorą przyjmę to co jest mi dane......
                            Bo wszystko jest w rękach Boga...


W ostatnich dniach otrzymuję wiele pytań związanych z tym, czy jestem gotowa na przyjęcie najtrudniejszych chwil i wiadomości. Tak...... odpowiadam . Ale ...... czy jestem gotowa? Tak naprawdę, nie. Ponieważ nie jesteśmy w stanie czasem mieć kontroli nad pewnymi rzeczami, ponieważ one i tak się wydarzą.

W duchu myślałam, że z pewnością jestem gotowa na potwierdzenie opinii lekarza z Polski, ale.... kiedy kilka dni temu lekarz konsultant powiedział nam, że w 90% jest to guz na lewym płucu Andrzeja, to moje emocje nie wytrzymały...... i..... łzy ciurkiem leciały mi po twarzy do tego stopnia, że nie mogłam mówić. Pomyślałam sobie wtedy, że moja bohaterska postawa padła na "pysk".

Doktora mina była bardzo smutna, sam nie wiedział jak to powiedzieć, z pewnością nie jest im łatwo, kiedy muszą ludziom przekazać takie wiadomości. Dr O`Donnell zostawił nam jeszcze nutkę nadziei, że guz może być niezłośliwy, ponieważ pobrana próbka płynu z płuca nie wykazała niczego. Tego samego dnia wysłano Andrzeja na Bronkoskopię i pobrano mu cząstki do badania aby upewnić się jaki to jest rodzaj guza. Jutro ma on specjalistyczny tomograf komputerowy, gdzie będą dokładnie mogli rozpoznać i pomierzyć guz. Tym razem musimy jechac do innego szpitala, ponieważ w mieście są tylko dwa takie tomografy. Jeden w Szpitalu Świętej Marii a drugi w szpitalu Christie, ten ostatni to znany na całym świecie szpital chorób rakowych.

Za dwa dni, będziemy mieli szczegółowe dane i decyzję, co dalej z leczeniem. Jeśli ktoś by mi powiedział w przeszłości, że to wszystko jest takie trudne, to uwierzyłabym, ale namawiałabym też do spokoju i pozytywnego myślenia. i wiecie co? Jestem pod ogromnym wrażeniem zachowania Andrzeja, który zawsze był negatywny, złośliwy i ciągle mnie strofował.

Przyjął tę wiadomość ze spokojem, aczkolwiek miał ogromną nadzieję, że nie usłyszy tej wiadomości jaką usłyszał. Niemniej jednak ta wiadomość wbiła go głębiej w krzesło na którym siedział. Nic dziwnego. Po rozmowie z lekarzem, jego asystentka zabrała nas do osobnego pokoju, gdzie rozmawiała z nami o dalszym badaniu. Zapytała, czy mamy jakieś pytania, po czym wyszliśmy. Mieliśmy jeszcze godzinę do badania, więc podjeliśmy decyzję, że pojedziemy na herbatę do miasta.

Nasz kolega czekał na nas i we troje pojechaliśmy do Bury centrum i tam spędziliśmy czas. Nie rozmawialiśmy wiele na ten temat, ponieważ nikt z nas nie miał na to ochoty, ani też siły.
Moja głowa była pełna i nie potrafiłam niczego sensownego z siebie wydusić.

Wróciliśmy do szpitala i po wejściu do kliniki, Andrzej został zabrany do przygotowania się do badania. Ja zostałam na poczekalni, gdzie zjadłam kanapkę wcześniej przygotowaną i wyjęłam książkę do czytania. Nie mogłam jednak czytać, ponieważ to wszystko kotłowało się w mojej głowie. Zadzwoniłam do siostrzenicy, powiedziałam jej wstępne dane, po czym zadzwoniłam do mojej siostry aby i ją powiadomić. Następnie napisałam sms do mojej przyjaciółki z tą wiadomością. Aby czymś się zająć, zaczęłam rozmowę z panią, która czekała na badanie kolana. Potem doszła jej siostra i miałyśmy dość ciekawą rozmowę, aczkolwiek była ona na tematy zdrowotne. Kolejny raz w ciągu tych paru tygodni dowiedziałam się o niezadowoleniu ludzi z obsługi medycznej, głównie lekarzy rodzinnych i szpitali. Obie panie miały sporo do czynienia z lekarzami w ostatnich latach. Twierdziły, że oboje z mężem mieliśmy dużo szczęścia , że dzięki lekarzowi w szpitalu sprawy potoczyły się tak szybko.

Do dziś też pamiętam, jak Andrzej powiedział Dr O`Donell , " Szkoda, że tego nie wykryto wcześniej, tylko leczono mnie na zapalenie płuc". To jest niesamowite! Ja też nie umiem tego zrozumieć, w końcu obowiązkiem lekarza jest leczenie chorego. Nasz lekarz rodzinny doskonale wiedział z autopsji, że Andrzej nie przyszedł by do niego z byle czym, a mimo to, nie wziął pod uwagę ważności tego prześwietlenia z Polski i kompletnie zignorował skierowanie do szpitala. Ciekawa jestem co czuje teraz, kiedy otrzymał list od Dr O'Donnell potwierdzający opinię lekarza z Polski . Sądzę, że nie ma on wyrzutów sumienia.

Andrzej twierdzi, że jest gotowy na wszystko, biorąc pod uwagę całą tę sytuację. Ale czy jest? Myślę, że nikt tak naprawdę nie jest gotowy na coś takiego. Ja przyznaję się do tego z ręką na sercu. Bo co z tego, że udaję bohaterkę przed kimś, kiedy sama w sobie sie boję. I widzę też to samo u Andrzeja. Co z tego, że mówi mi, że już za późno na wszystko, kiedy widzę, że chce walczyć i chce nade wszystko żyć! Czy łatwo jest żyć ze świadomością , że ma sie policzone dni? Czy łatwo jest planować cokolwiek wiedząc, że w każdej chwili nas może nie być wśród żywych? Jak przygotować się na śmierć? Kiedy chce się żyć? A co z druga osobą? Co dalej?

Takie sytuacje w życiu zdarzają się i trzeba je brać na bierząco. Czasem należy przewartościować całe swoje życie i plany. Są sytuacje, gdzie trzeba kompletnie zmienić całe swoje dotychczasowe działania, ale jedno jest pewne. Nie wolno sie poddawać, trzeba iść do przodu, trzeba marzyć, walczyć i żyć.Korzystąc z każdej danej nam chwili, bo życia nie da się cofnąć, w życiu nie ma powtórek, są błędy, które nas uczą.


Mimo , że mamy małe światełko w tunelu, jesteśmy pełni nadzieji, że wszystko będzie dobrze i wygramy tę walkę. Owszem, nie będzie ona łatwa, ale nie można poddawać się na starcie, ponieważ życie jest tylko jedno i korzystajmy z niego. Ja sama przyznaję sobie, że nie jestem gotowa na tę nową sytuację, ale wiem, że moja wewnętrzna siła nie pozwoli mi na poddanie się. Wiem, że w tej walce nie jestem też sama, bo mam Andrzeja  grono przyjaciół i rodzinę wokół siebie , którzy nas wspierają w każdej chwili.

Przewartościowanie życia czasem jest konieczne, ponieważ mocno wierzę, a nawet wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, że to co dzieje się w życiu każdego człowieka jest następstwem wielu czynników z przeszłości. Rozumiem to i zmieniam swoje życie każdego dnia od kilku już lat. Od czasu, kiedy zrozumiałam. Uczę się i staram się aby być radosna i aby żyć tak by nikt nie cierpiał. Wiem, że choroba męża jest konsekwencją jego wcześniejszego działania i myślenia, ale wierzę, że i on teraz zrozumiał i zrobi wszystko, aby było lepiej i aby on sam oczyścił przeszłośc, aby zrozumiał sens wybaczania i aby wybaczył.

Jesteśmy tu po to aby się uczyć , więc korzystajmy z tych lekcji jak najmocniej....
Każdy dzień jest dla mnie nowym dniem życia i robię wszystko, aby być szczęśliwa, mimo wszelkich przeciwieństw. Każda sekunda to wielka nowość, więc staram się żyć, uczyć i działać tak aby byly one najlepsze z dotychczasowych.... ta mobilizacja to kolejna lekcja życia, którą z radością akceptuję i mimo emocji jakie się wplątują, idę dalej i mocniej stąpam po ziemi..... Przy tym, mam ogromną nadzieję, że Andrzej również podejmie to nastawienie i pójdzie do przodu.....

Kolejny dzień, badania już za nami, czas na końcowe wyniki.......

Lekarz, tym razem kobieta, potwierdziła już na 100%, że jest to nowotwór, wyniki badań brokoskopi, tomografu oraz poprzednie, nie wykazują przerzutów. To daje nadzieję, że będzie dobrze.
Niemniej jednak, brakuje jeszcze jednego badania, mianowicie jest konieczność dokonania badania mózgu, ponieważ tego typu nowotwór, często przerzuca sie na mózg. jednocześnie ten szpital nie ma już ekspertyzy w leczeniu nowotworu, w związku z czym, Andrzej został skierowany do Christie szpitala w Manchester pod opiekę specjalisty, Dr Blackmore, która przejmie opiekę nad nim i jego leczeniem. Na początek bedzie to chemia, poczym zaaplikuja mu radioterapię. teraz pozostaje już tylko czekać na to spotkanie.

Kiedy asystętka lekarza rozmawiała z nami już o szczegółach dalszego leczenia i dała nam informator, numery telefonów do opiekunek w pobliskim szpitalu, następnie wypełniła formularz dla niego związany z dalszym leczeniem, zauważyłam, że Andrzej miał w oczach łzy. W pewnym momencie, nawet zaniemówił, bo łzy cisnęły mu się do oczu. Nie życzę nikomu, czegoś takiego..... nie da się opisać uczuć jakie się cisną w takich chwilach, kiedy stajemy w obliczu takich sytuacji..... bo.... tak naprawdę ...... nie wiemy do końca co będzie. Ale mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze....


Stając w obliczu choroby takiej jak ta, w chorym dzieje się wiele przeróżnych rzeczy. Emocje, jakich nigdy do tąd się nie czuło, złość, żal, wszystko na raz. Wtedy, druga osoba, może być odbiorcą nieprzyjemnych tekstów, ale to trzeba przeżyć, ponieważ te emocje muszą wyjść, nawet jeśli się trochę popłacze..... Potrzeba wiele cierpliwości, wyrozumiałości i..... miłości....A nadewszystko.... wiary, że będzie dobrze....

I......

Nogi ugięły się pode mną...... Na godzinę 14 ta dzisiejszego popołudnia, byliśmy umówieni z lekarzem specjalistą, Dr Blackhall w szpitalu Chrsitie. Pojechaliśmy ze spokojem, pod szpitalem nie było miejsca na parking, musieliśmy wyjechać na ulicę i ponownie wrócić po zrobieniu okrążenia.Byłam zaskoczona ilością samochodów, ale nic nie mówiłam Andrzejowi. Kiedy weszliśmy do recepcji kliniki, zaniemówiłam. Byłam wręcz uderzona widokiem około stu osób czekających. Tymbardziej, że na wielu tych twarzach rysowało się cierpienie i niewiadoma. Recepjonistka, dała numerek i kazała nam usiąść. Po chwili podeszłam do niej z zapytaniem po co ten numerek. Jej koleżanka powiedziała nam, że to po to aby oddać krew. Po chwili pielęgniarz wyszedł z sali z kartką w ręku. Domyśliłam się, że chodzi o Andrzeja bo nie potrafił wypowiedzieć jego imienia i nazwiska, podszedł do innego pielęgniarza, który pomógł w wymowie. Po chwili Andrzej był już po badaniu krwi, ale musiał jeszcze mieć prześwietlenie. Podeszłam do strażnika prosząc o wskazanie miejsca Rentgena, ten zaprowadził nas na miejsce.

Wreszcie jesteśmy w gabinecie. Przyszedł do nas Dr Rosario, który zapytał czy my już wiemy dokładnie co to jest za choroba. Przytknęliśmy, a on powiedział, że nasz lekarz nie miał jeszcze pełnych wyników. Okazało się, że ten nowotwór jest bardzo agresywny i nie jest łatwy do leczenia. Kiedy doszła Dr Blackhall, okazało się,że jest to bardzo grożna forma choroby, dlatego już za dwa tygodnie zaczynają chemioterapię i radioterapię. To jest experyment jaki ten szpital prowadzi. Szanse? Według danych, 3 z 4 chorych mają naworty choroby. "Nie leczony rak, daje miesiąc do trzech, życia. Leczony, może przedłużyć zycie do dwóch lat.". Rokowania??? Boję się....... Ale w głębi duszy wiem, że odpowiednie nastawienie daje nam ogromną szansę....

Jeśli ktoś mnie zapyta o uczucie, to....... powiem....... że jest ono nie do określenia.... To ja, tak mówię, natomiast, to co czuje pacjent, to w tym momencie powiem, "Ogromną nadzieję, chęć do życia i do walki". Andzrej na koniec powiedział Dr " Ja jestem gotowy na wszystko, zacznijmy działać jak najszybciej, bo chcę byc zdrowy".

Czy były to słowa prosto z serca? ....... myślę, że napewno tak..... tylko...... objawy są nieco inne.....ale...... tylko czas.... nam pokarze co dalej. Najważniejsze jest dziś i każda następna chwila, z której będziemy sie radować..... Wiara.....siła walki.....miłość..... i..... co najważniejsze, to wola Boga...
Czeka nas bardzo trudny okres, ale jesteśmy gotowi.......






No comments:

Post a Comment