LEKCJA -
Sens Zycia
Kocham Cię życie!!!! Kocham Cię Życie!!!! To
chcę krzyczeć teraz i zawsze!
W życiu każdego
człowieka nadchodzi okres, kiedy zastanawiamy sie nad sensem nazszego życia.
Robimy wówczas rachunek sumienia i tego, co przez całe życie dokonaliśmy. Z
regóły dzieje się to kiedy jesteśmy tuż na krańcu naszego istnienia jako
człowiek.
U mnie, dzieje
się tak już od kilku lat. Robie rewizję, zmieniam, trzymam się czegoś kurczowo,
potem znowu zmieniam, porównuję, sumuję, uczę się a nastepnie wdrążam w życie.
A kiedy nadchodzi moment melancholii, i wyrzutów sumienia, natychmiast
otrzymuję wewnętrzne szturchnięcie, jakby coś, lub ktoś chciał mi dac kuksańca,
mówiąc: „Hej! Ty! Co ty wyprawiasz!?”. To jest sygnał, abym powróciła do myśli
o dobrych stronach mojego życia.
Od dwóch dni
jestem w szpitalu na badaniach, poniewaz istnieje podejrzenie kamieni
żółciowych. W Nowy Rok 2012, dostałam silnych skórczy w okolicach brzucha, trzymały mnie do rana. Nie mogąc
znieść już tego, a bardziej dlatego, że obiecałam to mojej przyjaciółce,
pojechałam do szpitala, gdzie mnie zbadano i stwirdzono, że jest potrzebna
operacja.
Wczoraj,
trzeciego stycznia, dowiedziałam się też, że mój mąż, Andrzej, przebywający w
Słupsku na urlopie, był u lekarza tam i postawiono mu diagnozę „nowotworu”
klatki piersiowej. Dwie trudnie wiadomości, zbiegające się z sobą w tym samym
czasie, to nie codzienne zdarzenie, ale takie jest nasze. W takim momencie,
wszystko zaczyna mieć inny sens i wymiary. Nagle całe życie zaczyna nabierać innego wymiaru i zaczyna się oglądanie filmu z własnego scenariusza życiowego.
W pierwszym momencie, jest lęk,
nastepnie całe mnóstwo emocji przewijających się przez umysł, przy czym żadnej
nie jestem w stanie zatrzymać. Łzy same cisną sie do oczu, poczucie pustki
wewnętrznej, pytania, wyobrażenia. Jeden wielki mętlik, którego nie jestem w
stanie ogarnąć.Mimo to, gdzieś w głębokim wnętrznu mnie odzywa się głos...... cichy..... ledwie słyszalny..... , który mówi mi, że "wszystko będzie dobrze, nie zamartwiaj się".
Kiedy moja
siostra informowała mnie o diagnozie (była z Andrzejem u lekarza), moja
pierwsza reakcja była spokojna. Miałam nieodebrana wiadomość od niej.
Oddzwoniłam więc, Andrzej był obok niej, ale nie rozmawialiśmy. Myślę, że on
potrzebował trochę czasu na przyswojenie sobie tego, co usłyszał od lekarza.
Ewa powiedziała mi, że znaleziono guza, który od listopada troche urósł. Lekarz
dał mu skierowanie do szpitala, pytanie było, czy ma on iść do szpitala
tam, czy w Anglii. Ja powiedziałam, że
moze tam. Ale ostatecznie jeszcze porozmawiamy. Umówiłyśmy się, że ja jeszcze
zadzwonię po moim USG.
Kiedy wróciłam
z USG, zadzwoniłam ponownie do Ewy. Rozmowa miała wtedy zupełnie inna barwę, ponieważ
Andrzej wyszedł a Ewa miała możliwość wolnej rozmowy. Przeczytała mi postawiona
diagnozę. „ Stwierdzono nowotwór w lewym płucu”. Nie jestem w stanie opisać ,
co działo się w mojej głowie, ale ogólnie, był to napływ emocji, połączony ze
łzami. Wszystko co działo się w ostatnich dwudziestu pięciu latach naszego
wspólnego życia przewijało się przedemną. Ewy słowa „tak to jest, kiedy niczego
się nie dokonało, nie dorobiło, a tu nagle trzeba się żegnać....” dzwoniły w
mojej głowie. Powiedziałam jej, „ Obojętnie co będzie, to ja tu, czy tam,
zaopiekuję się nim”. W tym samym czasie, myślałam też o tym wszystkim, co
zaczęłam robić w Polsce, moja praca, kolejny raz zostaje zniweczona. Myślałam o
tym, jak moi członkowie podejdą do tego. Zastanawiałam się nad czasem, mojego
pobytu w domu, ile czasu będę musiała czekać nim pojadę kontynułować to co tam
zaczęłam. Tym samym, zastanawiałam się nad sensem mojej pracy, ale ja sobie nie
wyobrażam zycia bez tej pracy. Bałam się,że moja grupa się teraz rozpadnie
całkiem.
Ewa, jak zwykle chciała wywołać u mnie poczucie winy za to,że moje
zycie z Andrzejem nie było takie jak należy. Bo też nie było, on ciągle żywił
do mnie pretensje, głównie o pieniądze. Trzymał tę złość do mnie od wielu lat,
nie umiał wybaczać, a przy tym bardzo też potrafił mi dokuczyć. Nie zgadzał się
na moje wyjazdy do Polski, do pracy, nie lubił też niczego, co robiłam, nigdy
nie byłrozmowny. Kiedy próbowałam dowiedzieć się od niego co powiedział mu
lekarz po badaniach tu na miejscu, ledwie powiedział, że czekał na wezwanie do
lekarza. Do dziś więc nie wiem naprawdę co mu powiedzieli. A może już wtedy,
powiedzieli mu, że ma to nowotwór?
Zadzwoniłam do
naszej przychodni aby sie czegos dowiedzieć, ale nie chcą ze mną rozmawiać.
Więc postanowiłam, że pójdę tam, jak tylko wyjdę ze szpitala. Tak...... to
rzeczywiście nie codzienne...... ja... już w szpitalu. Andrzej podjął decyzję, ze wraca do Anglii i
pójdzie do szpitala natychmiast po powrocie. Kiedy dziś rano, lekarz powiedział
mi, że będę miała operację w piątek,
łzy poleciały mi z oczu, bo w tym samym
momencie, pomyślałam o Andrzeju, że on tego dnia wraca do domu i za chwilę sam
będzie w szpitalu. Na szczęście, ja szybko wracam do zdrowia, moje zapalenie
dróg trawiennych to pryszcz w stosunku do tego, co ma Andrzej. Kiedy to piszę,
moje uszy mnie pieką. Czuję, że Andrzej
w tej chwili myśli o tym co było. Jako mało wylewny człowiek, dużo myśli, co
powoduje, że wprowadza się w stan depresji. Od momentu, kiedy był jeszcze w
listopadzie u lekarza, przy każdej okazji leżał. Przez całe życie ruszał się
bardzo mało. Nigdy nie lubił wielkiej aktywności, pośpiechu. Jego pasją jest
telewizor, przy którym spędzał cały swój czas. Mało mawiał, a przy tym, od kąd
zmarli jego rodzice, szczególnie jego tata, to nie utrzymuje kontaktu z bratem.
Ma tylko jednego brata, teraz ja będę musiała zadzwonić do niego i powiadomić
go o chorobie jego brata. Nie mam pojęcia, w jakim stadium jest choroba
Andrzeja, mogę tylko się domyślać, ale po co? Trzeba brać to, co daje nam Bóg i
iść do przodu. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu, mój żołądek przewracał
się na samą myśl o śmierci, dziś podchodzę do tego bardzo spokojnie i bez lęku.
To wszystko dzięki temu, że więcej rozumiem, wiem i wierzę.
Louise Hay,
opisuje w swojej książce” Możesz Uzdrowić swoje Życie”, wszystkie choroby i ich
przyczyny z punktu widzenia ezoteryki. Według niej, powodem nowotworu jest :”
Głęboka rana. Długo utrzymująca się uraza. Głęboko skrywana tajemnica, lub żal
zżerający od środka. Noszenie w sobie nienawiści.” Pytanie „ „Po co to
wszystko?””. A dalej, pisze ona” Rak to
choroba spowodowana głębokim urazem utrzymującym sie dopóty, dopóki dosłownie
nie zacznie zżerać ciała. ....... Człowiek żyje w poczuciu krzywdy i ma trudności
w rozwijaniu i utrzymaniu ważnych dla niego związków emocjonalnych. Te
przekonania powodują to, że życie wydaje
się ciągiem rozczarowań. Taki człowiek posiada poczucie bezradności oraz
straty, która przenika myślenie, a to z kolei powoduje, że oskarżamy innych za
wszystkie nasze kłopoty. Ludzie cierpiący na raka są także bardzo krytyczni w
stosunku do samych siebie.
Te wszystkie
cechy odnajduję w Andrzeju, on nie ma w swoim słowniku słowa „przepraszam”, a
tymbardziej nie potrafi zapomnieć, wybaczyć innym i sobie. Nie potrafił kochać
siebie, nie umiał też wyrażać swoich uczuć.
Ja z kolei
przestałam też rozmawiać z nim, nasze rozmowy ciągle kończyły się kłótnią,
nerwami, a ostatnio wyzwiskami tak brzydkimi, że nie jestem w stanie ich
przytoczyć. Do dziś słyszę, jak w dniu jego urodzin, powiedział mi dwa słowa
przez telefon, a w jego głosie, był zupełnie inny podtekst, pełen złości, wręcz
nienawiści do mnie. Był ogromnie zły na mnie za to, że pojechałam do Polski na
prawie trzy miesiące i nie było mnie przy nim, kiedy szedł do lekarza( Ja od
dawna namawiałam go na pójście do lekarza, a on twierdził, że nie musi) .
Prosiłam aby przestał palić, ale mnie nie słuchał, tylko burczał na mnie. Nie
wiem prawie nic na temat jego historii choroby, ale dziś właśnie doszły do mnie
wiadomości, które sprawiły, że łączę nici w jeden kłębek. Okazało się, że kiedy
Andrzej był u lekarza w listopadzie, padło podejrzenie na zapalenie płuc. Był
przeziębiony, nie leczył się, a potem, zaczął pluć z krwią. To go musiało
przestraszyć, dlatego poszedł do lekarza. Kiedy lekarz odesłał go do szpitala,
tam dali mu lek na zapalenie płuc, który brał przez cztery dni. Wczoraj, polski
lekarz powiedział mu, że te leki były na zapalenie płuc i dobrze, że brał je
tylko te kilka dni. Moja koleżanka zajrzała do internetu i poczytała informacje
na temat tej choroby, okazuje się, że
wszystko jest możliwe, aczkolwiek wstępne informacje, jakie otrzymaliśmy
wczoraj wskazują,że sytuacja wygląda pół na pół. Zobaczymy co będzie jak już
lekarze go zbadają.
Teraz
najważniejszy jest spokój ducha, pozytywne myślenie, i miłość.
Z mojej strony,
czuję, że jestem przygotowana na wszystko. Dziś inaczej patrzę na śmierć. Nie
boję się śmierci, ponieważ wiem i wierzę, że jest to tylko stan chwilowy, moja
dusza nadal się rozwija , więc wrócę na ziemię wcześniej czy później aby uczyć
się dalej. Teraz, muszę skupić się na sobie, aby nabrać sił , odbudować swoje
życie i zaopiekować się Andrzejem.
Uświadomiłam
sobie też, że cokolwiek robimy, to każdego dnia, wieczorem, musimy oczyścić
nasze myśli z całego dnia, nim położymy się spać. Nie możemy dopuścić do tego,
aby usnąć mając to wszystko w nas. Oczyszczanie i odcięcie się od minionego
dnia, nie kończy niczego, to nie jest odcinanie się od kogoś, lub czegoś na
zawsze. Jest to proces przetworzenia tych wszystkich myśli, czynów i
informacji, które przyjmowaliśmy tego dnia. Po oczyszczeniu, pozostają w nas
tylko te rzeczy, jakie są nam potrzebne na później. A to jest kolosalna
różnica. Pozostawianie negatywnych informacji w naszym umyśle działa na szkodę
naszej przyszłości.
Wiem z całą pewnością jedno: Życie ma sens i to ogromny! Zobacz ponizej:
Doszłam do wniosku już wiele lat temu, że życie ma sens, ale widząc ten film, utwierdziłam się w tej opinii jeszcze bardziej.....
Wiem z całą pewnością jedno: Życie ma sens i to ogromny! Zobacz ponizej:
Doszłam do wniosku już wiele lat temu, że życie ma sens, ale widząc ten film, utwierdziłam się w tej opinii jeszcze bardziej.....
No comments:
Post a Comment